Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Mikołaj Patryk Dostojewski

Strony: [1] 2 3 4
1
Nordlines / Połączenie lotnicze: Tomaszewo - Angemont - Tomaszewo
« dnia: Czw, 19 Paź 2017, 18:12:13 »
W dniu dzisiejszym przywracamy połączenie lotnicze pomiędzy Hasselandem a Abachazją

1. NO 0031: Tomaszewo - Angemont

Start: Tomaszewo (9:40)
Lądowanie: Angemont (12:45)
Czas lotu: 3h 05min
Samolot: Airbus A320
Dni tygodnia: pn, wt, śr, czw, pt, sob, nd

Szczegóły o połączeniu




2. NO 0032: Angemont - Tomaszewo


Start: Angemont (13:10)
Lądowanie: Tomaszewo (16:15)
Czas lotu: 3h 05min
Samolot: Airbus A320
Dni tygodnia: pn, wt, śr, czw, pt, sob, nd

Szczegóły o połączeniu

2
Pałac Królewski / Odp: KONKURS NA OPOWIADANIE MIKRONACYJNE
« dnia: Nie, 15 Paź 2017, 20:58:36 »
Zgodnie z zapowiedzią, wrzucam część drugą opowiadania. Trochę czytania jest, więc jak ktoś woli, to można czytać etapami - opowiadanie podzielone jest na rozdziały. Życzę miłej lektury!

http://forum.hasseland.eu/index.php/topic,7925.0.html

3
Dyskusja ogólna i powitania / Cykl opowiadań "Wizyta Dymitra"
« dnia: Nie, 15 Paź 2017, 20:54:59 »
Poniżej przedstawiam cykl opowiadań "Wizyta Dymitra", stworzonych przez Mikołaja Patryka Dostojewskiego.

Część pierwsza:
https://gazetahasseladzka.wordpress.com/2017/05/15/wizyta-dymitra/


Część druga:

I - "Ślub"

To był wspaniały czas dla Dymitra i Haruny. Brodryjczyk i Razuryjka, po wcześniejszych przygodach, zakochali się w sobie. Decyzja o ślubie była bardzo szybka, wręcz błyskawiczna. Wprawdzie ich znajomość trwała już od sześciu lat, to jest od czasu gdy Dymitr w ramach wymiany studenckiej odwiedził Hasseland, jednak przez długi czas ich kontakty ograniczały się tylko do okazyjnego pisania maili. Dopiero niecały rok temu temu, gdy Dymitr został wysłany w podróż służbową do Shimontsen, ta znajomość tak naprawdę odnowiła się i bardzo szybko przerodziła w miłość. Dla Haruny Dymitr porzucił rodzinne miasto, to jest Kranodarską Górę w Brodrii, i przeprowadził się do Shimontsen, by być przy swojej ukochanej.

Ich ślub odbył się również w Shimontsen. Było to dość huczne przyjęcie. Odbyło się ono w razuryjskim domu weselnym, nad morzem. Zaczęło się od ceremonii podpisania woli wstąpienia w związek małżeński przez Dymitra i Harunę w urzędzie. Później miało miejsce przyjęcie które skończyło się dopiero nad ranem dnia następnego. Razuryjczycy okazali się być wyjątkowo imprezowymi ludźmi. Przyjęcie to było wyjątkowo udane, choć brakowało na nim czegoś. Fantastyczna impreza w klimacie razuryjskim, wyjątkowo udana pogoda, przyjemna atmosfera, wszyscy goście zadowoleni, a jednak było coś, co sprawiało, że wesele to było jakby niekompletne i niezupełne. Co to było? Oczywiście, chodzi o gości pana młodego. Dymitr pochodzi z Brodrii i tam od zawsze mieszkał. W Hasselandzie, oprócz paru znajomych (i małżonki, oczywiście) nie posiadał żadnych kontaktów, rodziny, przyjaciół - po prostu nic. Podróży z Brodrii do Hasselandu nie był w stanie sfinansować żaden członek rodziny Dymitra. Sam Dymitr jako inżynier zarabiał niezłe pieniądze i pewnie byłby w stanie kupić bilet lotniczy przynajmniej swoim rodzicom, gdyby nie spore wydatki, z jakimi wiązało się wesele. Dlatego na przyjęciu byli obecni tylko goście pani młodej.

Problem udało się jednak rozwiązać przynajmniej częściowo, kiedy to narzeczeni omawiali przed ślubem kwestię podróży poślubnej. Dymitr chciał, by wybrali się na wyspę Vienbien.
- Dlaczego chcesz wybrać się akurat tam, kochanie? - spytała go Haruna, gdy rzucił tą propozycję
- Ta tropikalna wyspa Vienbien to idealne miejsce na podróż poślubną. Pomyśl tylko, my razem we dwoje idziemy po słonecznej plaży, pośród palm, towarzyszy nam szum morza... - odpowiedział Dymitr
- Błagam cię, Dymitr. Urodziłam się i wychowałam w ciepłym Hasselandzie. Słonecznych plaż, palm i morza mam aż po dziurki w nosie. Chcę pojechać w jakieś bardziej oryginalne miejsce.
- Co proponujesz?
- Pojedźmy do Brodrii, w twoje rodzinne strony.- rzuciła Haruna.
- Do Brodrii? Czemu akurat tam chcesz jechać, skarbie? Ślub bierzemy jesienią, wtedy w moich rodzinnych stronach jest pochmurno i zimno. - zdziwił się Dymitr.
- Wiem, dlatego właśnie chcę tam jechać. - odpowiedziała Haruna.
- Dlaczego?
- Dymitr, ja od dziecka mieszkam w Hasselandzie, gdzie jest praktycznie cały czas ciepło. Nigdy nie zaznałam prawdziwego zimna, a śnieg widziałam tylko na zdjęciach.
Haruna długo przekonywała Dymitra do odbycia podróży poślubnej w Brodrii i ostatecznie przekonała go. W Brodrii miały też odbyć się "poprawiny", celem zapoznania panny młodej z rodziną pana młodego.



II - "Poprawiny"

Był chłodny i pochmurny dzień. Duży, pasażerski samolot wylądował na Porcie Lotniczym w Iwanogrodzie. Pasażerowie opuścili samolot i rękawem udali się na terminal. "Pasażerowie samolotu NO 0014 z Angemont proszeni są do odprawy paszportowej przy stanowisku numer cztery" - zabrzmiał komunikat z głośnika na lotnisku.
- To coś do nas? - zapytała Haruna, słysząc komunikat w nieznanym dla siebie języku brodryjskim.
- Tak, mamy podejść do odprawy paszportowej. - odpowiedział Dymitr.
Odprawa przebiegła bez problemów. Na parkingu lotniskowym, na Dymitra i Harunę czekał już kuzyn Dymitra, Fiodor.
- Witaj Dymitr! No no, całkiem ładna ta twoja żonka. - powiedział Fiodor, widząc młode małżeństwo.
- Co on mówi? - spytała Haruna.
- Podobasz mu się. - odpowiedział do niej po razuryjsku Dymitr, śmiejąc się.
Cała trójka poszła do samochodu. Fiodor usiadł ma miejscu kierowcy, Dymitr z Haruną z tyłu. W drodze z lotniska do Kranodarskiej Góry, rodzina rozmawiała o razuryjskim weselu Dymitra i Haruny, które odbyło się dwa tygodnie temu. Konwersacja ta była jednak nieco utrudniona przez barierę językową - Haruna bowiem nie znała brodryjskiego, Fiodor z kolei kompletnie nie rozumiał razuryjskiego. Jedynie Dymitr znał oba te języki, dlatego pełnił rolę tłumacza przez całe trzy godziny jazdy.

Samochód przyjechał już do Kranodarskiej Gory. Wjechał do starego miasta i zaparkował niedaleko starej, ale zadbanej kamienicy. Młode małżeństwo wraz z Fiodorem wysiadło z samochodu. Fiodor podszedł do drzwi kamienicy, wybrał na domofonie nazwisko "Czajek" i zadzwonił.
- Kto tam? - odezwał się kobiecy głos w domofonie.
- Syn z synową przyjechali! - odpowiedział Fiodor
- A, to wchodźcie. - odpowiedział głos, po czym odblokowały się drzwi.
Haruna poszła przodem, za nią Dymitr, a za nim Fiodor. Na trzecim piętrze zapukali pod drzwi opatrzone napisem "A.A. Czajkowie". Otworzył je starszy mężczyzna, około sześćdziesiątki. Obok niego stała kobieta, na oko w takim samym wieku, jak mężczyzna.
- Haruna, przedstawiam ci moich rodziców - Alona i Antoni - Haruna - zaczął Dymitr.
Haruna objęła rodziców Dymitra. Mimo bariery językowej, widoczna była sympatia pomiędzy synową a teściami. Rodzice Dymitra zaprosili wszystkich do środka. Tam czekał już na nich ciepły obiad. Na powitanie nowego małżeństwa ugotowano pieczeń z niedźwiedzia i podano ją z frytkami. Haruna początkowo była w głębi duszy sceptycznie nastawiona do tego powitalnego dania, jednak głód wynikający z długiej podróży nie pozwalał jej wybrzydzać. Podczas obiadu nawiązała się rozmowa pomiędzy małżonką Dymitra a jej nowymi teściami. W praktyce oznaczało to, że Dymitr po raz kolejny został "zmuszony" do szlifowania swoich umiejętności tłumacza.

Po obiedzie, młode małżeństwo wybrało się na późnowieczorny spacer po Kranodarskiej Górze.
- No i jak ci się podoba brodryjska jesień? Tak bardzo chciałaś jej doświadczyć. - zapytał Dymitr swojej żony podczas spaceru.
- Podoba mi się, i to bardzo. Jeszcze nigdy nie było mi tak zimno. Po raz pierwszy w życiu muszę ubrać kurtkę, choć nie ma deszczu. - odpowiedziała Haruna.
- To jest dla ciebie tak fascynujące? Przeciętny Brodryjczyk może nawet dostać depresji w taką pogodę.
- Depresji? Na ulicach leżą kolorowe liście a wy depresji będziecie dostawać?
I tak obeszli całe stare miasto. Do domu wrócili dopiero po północy.

Następnego dnia, Dymitr z Haruną i całą swoją rodziną pojechał do domu wujków i kuzyna po kądzieli, Fiodora. Owi wujkowie posiadali na wsi dom wraz ze sporym gospodarstwem, w niedużej odległości od Kranodarskiej Góry. Tam też miały miejsce "poprawiny". Zjechała się tam prawie cała rodzina Dymitra z różnych zakątków Brodrii. Impreza zaczęła się w samo południe. Dużo jedzenia, tańce, muzyka - impreza przypominała bardziej oddzielne wesele, niż poprawiny. Zresztą nic dziwnego, skoro żaden członek rodziny Dymitra nie mógł balować na oficjalnym weselu w Shimontsen, to wszyscy musieli wybawić się na "poprawinach". Familia bardzo ciepło przyjęła małżonkę Dymitra. Całe szczęście, Dymitr nie był jedyną osobą znającą razuryjski na tej imprezie i nie musiał wiecznie tłumaczyć swojej żony. Na przyjęcie przyjechała bowiem kuzynka Dymitra - Julia, studentka lingwistyki, która trochę mówiła po razuryjsku.
Impreza rozpoczęła się sytym obiadem, później gości uraczono słodkościami, by następnie przejść do tańców.
- Wypijmy teraz za cara Iwana! - zawołał jeden z wujków Dymitra, przed którąś z kolei kolejką.
- A czemu za cara Iwana? - dziwili się wszyscy goście.
- Ludzie, przecież wiecie, że jestem z Iżniewska. - odpowiedział owy wujek - Gdyby car nie zjednoczył w porę Brodrii, to za cholerę nie mógłbym dziś przyjechać tu do swojego siostrzeńca i dzielić z nim radość. Chwała carowi, bo obalił granicę dzielącą nasz ukochany kraj na pół!
Prawie wszyscy wznieśli toast za cara Iwana i wypili po kieliszku. Nie trzeba było jednak długo czekać na odpowiednią reakcję:
- Zastanów się, co mówisz, bo źle gadasz. Jaśnie Oświecona Caryca Aleksandra też chciała zjednoczyć naszą Ojczyznę! Iwan to uzurpator! - zawołał jakiś znajomy rodziców Dymitra. - To teraz wznosimy toast za carycę Aleksandrę! - Podniósł kieliszek i wypił, a wraz z nim kilku innych gości.
- Ta twoja bohaterska caryca mieszała się w politykę jak jej było to wygodne, a jak narobiła bajzlu to znikała, by znowu się pojawić. Czy to nazywasz służbą Ojczyźnie? - zawołał ponownie ten wujek, który wznosił toast za Iwana. - Następna kolejka za Iwana!
Polityczna przepychanka rozkręciła się w najlepsze. Zaraz znaleźli się tacy, co chcieli pić jeszcze za obu Dostojewskich, a nawet za Grutina. Być może wszyscy ci "politykujący" goście upiliby się do nieprzytomności albo wzajemnie pobili, gdyby nagle nie ogłoszono, że oto będzie tańczony pociąg. Wówczas wszyscy oni porzucili polityczne dyskusje i przystąpili do formowania pociągu.
- O co oni tak strasznie się kłócili? - spytała Haruna Dymitra.
- O to, który brodryjski car jest najlepszy, a który to zdrajca. - odpowiedział Dymitr.
- Czemu tak nagle przestali się kłócić? - zapytała go znów zdziwiona małżonka
- Bo zaczęły się kolejne tańce, to jest rozpoczął się niemy rozejm, który zapewne skończy się, gdy skończą się te tańce.
Kolejne tańce trwały jednak bardzo długo i wymęczeni goście raczej nie politykowali już po ich zakończeniu. Niektórzy nawet mieli już problem z ustaniem na nogach, byli też tacy, którzy przyjęli pozycję horyzontalną. Całe przyjęcie zakończyło się około szóstej rano. Wówczas wujkowie Dymitra wraz z Fiodorem mieli niemały problem, ponieważ musieli przenocować u siebie większość gości. Musieli także zapewnić nocleg młodej parze, odstąpili im jednak swoją sypialnię.

Po odespaniu imprezy i odjechaniu gości, Dymitr z Haruną powrócili do Kranodarskiej Góry. Tam pozostali jeszcze przez ten i następny dzień. Młode małżeństwo nie miało bynajmniej w planach spędzenia całej swojej podróży poślubnej w rodzinnych stronach pana młodego. Zamierzali również zrobić sobie wycieczkę objazdową po Bałmucji. Wostogród, najbardziej wysunięty na wschód przylądek Nordaty, Bałmustan, Sankt Mikhailov - czekała ich długa droga!



III - "U dziadka"

Z samego rana, jeszcze przed wschodem słońca, Dymitr z Haruną spakowali swoje bagaże i pożyczonym od Fiodora samochodem wyruszyli z Kranodarskiej Góry. Ich pierwszym celem była wieś Nikostepy - oddalona od Kranodarskiej Gory o jakieś 350 km. Nikostepy leżały na samym południu Bałmucji, niedaleko granicy z Rosyją. Nie były one wsią jakoś szczególnie atrakcyjną pod względem turystycznym. Dymitr chciał tam jednak zawinąć na dwa dni, ponieważ mieszkał tam jego dziadek, który z przyczyn zdrowotnych nie mógł pojawić się na poprawinach. Dymitr odwiedził ostatnio tego dziadka jakieś pięć lat temu.

Droga wyniosła niemal sześć godzin. Niestety, południe Bałmucji to region słabo skomunikowany i z dość kiepską infrastrukturą, dlatego droga zajęła tak dużo czasu. Dymitr z Haruną zajechali do Nikostepów dopiero w południe.  Wjechali na posesję, opuścili samochód i weszli do domu dziadka. Dziadek Dymitra - 85-letni staruszek imieniem Władimir - już czekał tam na swojego wnuczka.
- Witaj wnuczku! Jak dawno cię nie widziałem! - ucieszył się Władimir.
- Witaj dziadku! Przedstawiam ci moją żonę, Harunę.
- Miło mi - odpowiedziała Haruna po brodryjsku, ponieważ tego zwrotu nauczył ją Dymitr.
- Chodźcie, chodźcie, na pewno jesteście zmęczeni po podróży. Zjedzcie coś. - zasugerował dziadek, sadzając młodych u stołu. - Anastazja, przynieś nam tego kurczaka, co go ugotowałaś! - zawołał dziadek.
Po chwili w pokoju pojawiła się młoda kobieta, na oko miała coś koło trzydziestki.
- Już niosę. - powiedziała, stawiając na stole talerz z kurczakiem.
Cała trójka zabrała się do jedzenia. Dziadek zaczął wypytywać młode małżeństwo o ślub, był także ciekawy rodzinnych stron Haruny i planów na przyszłość Haruny i Dymitra. Jak to starsi ludzie mają już w naturze, Władimir opowiadał również bardzo długo o swojej przeszłości. Wyłuszczył Dymitrowi i Harunie losy swojego ojca, który był kiedyś szanowanym posłem i wiceministrem infrastruktury w Izbie Państwowej z listy Partii Chrześcijańskich Konserwatystów, jednak w wyniku przewrotu Partii Robotniczej w 1940 roku został schwytany, osądzony w procesie pokazowym i publicznie powieszony. Opowiedział też o dworku we wsi, który przed 1940 rokiem należał do ojca Władimira, jednak został skonfiskowany po jego egzekucji. Oczywiście, była to doskonała okazja dla Dymitra by poćwiczyć tłumaczenie z brodryjskiego na razuryjski dla swojej żony.

Po obiedzie, Dymitr wyszedł na spacer z Haruną. Zwiedzanie wsi rozpoczęli oni od zobaczenia z zewnątrz dworku, o którym wspominał dziadek Dymitra.
- Ładny dworek. - przyznała Haruna
- Mój dziadek spędził w nim pierwsze osiem lat swojego życia. - powiedział Dymitr - Nie zdążył jednak wspomnieć, jak kiedyś ubiegał się o jego zwrot.
- Naprawdę? - zapytała Haruna
- Tak. Jeszcze za czasów Grutina, dziadek poznał się z jakimś prawnikiem mieszkającym na tej wsi. Mimo iż jest między nimi prawie pół wieku różnicy, szybko przeszli na "ty". Podczas którejś rozmowy dziadek przyznał się temu prawnikowi, że chciałby mieć na własność ten dworek, w którym spędził najmłodsze lata z ojcem. Wtedy prawnik podrzucił dziadkowi pomysł, by ubiegać się o reprywatyzację dworku, który był wówczas własnością wsi. Obaj napisali stosowne papiery i poszli z nimi do sołectwa, tam jednak zbyto ich. Wtedy poszli z tym do sądu i rozpoczęło się postępowanie, które ostatecznie skończyło się niepowodzeniem dziadka i oddaleniem roszczeń. Jednak dziadek się nie poddał i wraz z prawnikiem wnieśli apelację. Włóczyli się gdzieś po sądach w Sankt Aleksandrowie, ale opłaciło im się to. Sąd Apelacyjny nie przyznał wprawdzie dziadkowi dworku, jednak nakazał by wypłacono mu odszkodowanie w wysokości 175 000 HRB. To bardzo dużo pieniędzy, za tyle można by wybudować 5 domów. Z tego odszkodowania dziadek dał 22 000 HRB prawnikowi, część przeznaczył na cele charytatywne, część przeznaczył na remont domu, część na zatrudnienie opiekunki, a to co mu zostało zamroził w banku.
- Twój dziadek musi być w takim razie bardzo bogaty.
- Zgadza się. On jest jednak skromny z natury i nie obnosi się tak z bogactwem.

Po obejrzeniu dworku, małżeństwo kontynuowało spacer główną aleją we wsi. Po drodze natknęli się na starą cerkiew.
- Wejdziemy tam? - zapytała Haruna.
- Oczywiście, możemy wejść. - odpowiedział Dymitr.
Zaraz po wejściu do świątyni okazało się, że rozpoczęło się nabożeństwo. Wyszli brodaci kapłani i zaczęli odprawiać obrzędy. Msza trwała dwie godziny i cały czas trzeba było stać.
- Te wasze brodryjskie msze są bardzo męczące, ale warto odstać swoje. - przyznała Haruna po zakończeniu nabożeństwa.
- Czemu tak uważasz? - spytał Dymitr.
- Piękny śpiew. Gdy odśpiewywano pieśń "Bogarodice djewo", aż ciarki mi po plecach przeszły. - odpowiedziała Haruna.
- Cieszę się, że podoba ci się nasza brodryjska liturgia. - stwierdził Dymitr
Po mszy małżeństwo kontynuowało spacer. Zrobili dobre kilka kilometrów i wylądowali w sąsiedniej wsi. Zaczęło już się ściemniać.
- Chcesz wracać do mojego dziadka na piechotę czy złapiemy autobus? - zapytał Dymitr, gdy zaszli na plac główny wsi sąsiedniej.
- Spacer po ciemku we wsi na końcu Nordaty jest o wiele mniej romantyczny i bezpieczny, niż w Shimontsen. Jedźmy autobusem - odpowiedziała Haruna.
- No dobrze, jak chcesz. - odpowiedział Dymitr, po czym obaj podeszli na przystanek i sprawdzili godziny odjazdu autobusów.
Autobus podjechał kwadrans później. Chwila jazdy i już byli w Nikostepach.
W domu dziadka zastali jakiegoś mężczyznę wyglądającego na około czterdzieści lat.
- Kim Pan jest? - spytał Dymitr, widząc go.
- Pozwoli Pan, że się przedstawię. Jestem Jurij Workicki, prawnik i przyjaciel pana Władimira Czajek. - odpowiedział mężczyzna, widząc Dymitra.
- Miło mi pana poznać. Jestem Dymitr Czajek, wnuk pana Władimira. A ze mną jest moja żona, Haruna Czajek. Niestety, ona nie zna brodryjskiego. - odpowiedział Dymitr.
Odpowiedź Dymitra wywołała jakby zdziwienie na twarzy prawnika. Reakcję tą prawnik starał się ukryć, jednak była ona trochę widoczna w postaci wyrazu twarzy.
- Proszę, usiądźcie na kanapie, pan Władimir przyjdzie tu za chwilę, aktualnie moja żona pomaga mu dobrać strój, bo ma jutro ważne spotkanie. - zaproponował prawnik.
Nie minęło pięć minut, a do pokoju wszedł Władimir w towarzystwie opiekunki Anastazji. Dymitrowi i Harunie nieco dziwne się wydało, by żona prawnika musiała podejmować pracę jako opiekunka dla seniora.
Później cała piątka zjadła kolację, po czym prawnik ze swoją żoną opuścił dom Władimira i poszli do siebie. Zbliżała się już jedenasta wieczorem. Władimir poszedł już spać, a Dymitr z Haruną rozmawiali jeszcze przez chwilę, po czym też poszli spać.

Następnego dnia, o ósmej rano do domu przyszła opiekunka Anastazja. Okazało się, że jej codzienny zakres obowiązków został pomniejszony o przygotowywanie śniadania, ponieważ zrobili to za nią Dymitr z Haruną. Kwadrans później wszyscy spożywali już wspólny posiłek.
- Dziadku, gdzie ty dziś się wybierasz? Pan Workicki coś wczoraj wspomniał... - zapytał Dymitr.
- Jadę z nim do notariusza, na miasto. - odpowiedział Władimir.
- Do notariusza? A po co? - zdziwił się Dymitr, choć domyślał się, o co może chodzić.
- Później ci powiem. Jurij będzie tu za pół godziny, muszę iść się wystroić. Wrócimy na wspólny obiad.- powiedział Władimir.
Jak powiedział, tak uczynił. Ubrał się elegancko i z Jurijem pojechał do miasta. Tymczasem Anastazja zabrała się za przygotowywanie obiadu. Nie chciała przy tym, by Haruna czy Dymitr jej pomagali.
Było około piętnastej. Władimir z Jurijem wrócili do domu. Jurij był widocznie zdenerwowany. Choć starał się to ukrywać poprzez używanie kulturalnych słów i wymuszoną uprzejmość, jednak wyraz twarzy mówił sam za siebie. Cała piątka zjadła obiad. Natychmiast po obiedzie Jurij wyszedł z żoną, tłumacząc się tym, że ona źle się poczuła. Dymitr próbował dowiedzieć się gdzie po co dziadek był u notariusza, jednak nie uzyskał odpowiedzi. Jakieś dwie godziny po obiedzie do domu na chwilę wszedł Jurij, tłumacząc się tym, że jego żona zapomniała wziąć telefonu z domu. Chwilę szukał, po czym znalazł telefon i opuścił dom.

Wieczorem Władimir poprosił Dymitra, by ten wykonał mu zastrzyk.
- Ja miałbym ci wykonać zastrzyk, dziadku? Po co ten zastrzyk? I czemu ja miałbym go wykonać, nie mam zielonego pojęcia o medycynie, jeszcze ci zaszkodzę - wymawiał się Dymitr.
- Przyjmuję takie zastrzyki w brzuch, wnuczku, bo lekarz mi je przepisał. Ich się nie da źle zaaplikować, tak mówi lekarz. Ja sam bym sobie je wstrzyknął, ale ręce mi się trzęsą. Zawsze aplikuje mi je Anastazja, ale ona przecież źle się dziś poczuła. - odpowiedział dziadek.
- Jak mam to zrobić? - spytał Dymitr.
Władimir poinstruował Dymitra o technice wykonywania zastrzyku, po czym Dymitr wykonał zastrzyk.

Było już późno, więc wszyscy poszli spać. Dymitr i Haruna musieli się wyspać, ponieważ następnego dnia mieli już wyruszać w podróż do Wostogradu.

O trzeciej nad ranem obudziła się Haruna. Próbowała zasnąć ponownie, jednak sen nie chciał przychodzić. Gdy Haruna doszła do wniosku, że na marne już próbuje oddać się w objęcia Morfeusza, postanowiła zejść na dół do kuchni, by napić się czegoś. Na dole zastała Władimira. Leżał na podłodze.

W pierwszym odruchu Haruna chciała krzyknąć, jednak powstrzymała się. Postanowiła ocucić Władimira. Gdy to się nie udało, sprawdziła oddech. Oddechu nie było, dlatego podjęła się masażu serca. Z tego wszystkiego ręce miała jednak jak z waty, dlatego ostatkiem sił chwyciła za telefon i zadzwoniła na pogotowie. Zapomniała całkiem, że nie zna brodryjskiego. Przypomniała sobie o tym dopiero gdy dyspozytor odebrał telefon. Próbowała mówić do niego po razuryjsku, jednak on nie rozumiał. W całej tej bezradności Haruna rozłączyła się z nim i pobiegła obudzić Dymitra.
- Dymitr, wstawaj! - zawołała, szarpiąc go z całej siły.
- Co się dzieje? - spytał półprzytomny Dymitr.
- Dziadek nie żyje!
- Już, jeszcze pięć minut. - odpowiedział Dymitr, nie zdając sobie zapewne sprawy z powagi sytuacji.
Ale Haruna nie odpuściła. Gwałtownie ściągnęła kołdrę ze swojego męża, rozbudzając go gwałtownie. Pół minuty później obaj byli już przy Władimirze.



IV - "Zostaniemy tu chwilę dłużej"

- Nie żyje. - stwierdził członek zespołu ratowniczego, który przybył do domu Władimira.
Wezwanie Haruny w języku razuryjskim nie zostało wprawdzie zrozumiane, ale służbom udało się natychmiastowo zlokalizować miejsce wezwania pomocy, co umożliwiło ambulansowi dotarcie w prawidłowe miejsce.

Podjęta akcja reanimacyjna nie dała żadnych rezultatów. Zwłoki Władimira zostały zapakowane w worek i odwiezione do szpitala celem stwierdzenia przyczyny zgonu. O szóstej rano, do szpitala przyjechał Dymitr z Haruną, by uzyskać jakieś informacje.
- Wstępne badania wykluczyły zawał serca, udar, tętniaka i cukrzycę. Brak także śladów sugerujących by śmierć była spowodowana przez mordercę. - odpowiedział lekarz na pytania małżeństwa.
Do szpitala przyjechał także prawnik Jurij z żoną.

Około godziny ósmej znane już były wyniki badań - Władimir otrzymał dożylnie truciznę. Był nią cyjanek. Trucizna musiała być podana na kilka godzin przed śmiercią.

Gdy Dymitr usłyszał te wyniki, zasłabł. Całe szczęście, był już w szpitalu, dzięki czemu natychmiast znalazł się lekarz gotowy mu pomóc. Chwilę później stan Dymitra się poprawił. Było więc pewne, że nie jest chory. Po powrocie do domu nieboszczyka Dymitr przyznał się Harunie, dlaczego zasłabł w szpitalu.
- Przecież to ja wykonałem mu zastrzyki wczoraj wieczorem! - powiedział żonie. - To ja go zabiłem i jestem winien jego śmierci!
- Spokojnie skarbie, przecież ty nic tam nie dosypałeś, to nie twoja wina! - uspokajała go Haruna.
- Wykonałem ruch, który go zabił!
- Ale nie ty go zabiłeś!
- To kto w takim razie?
- Nie mam pojęcia, ale na pewno nie ty!

Chwilę później do domu wszedł Jurij z Anastazją.
- Zapraszam państwa do notariusza. - powiedział - Będzie odczytanie testamentu pana Władimira.
Dymitr z Haruną ubrali się i pojechali do notariusza. Tam nastąpiło odczytanie testamentu, którego treść była dla wszystkich bardzo zaskakująca. Dymitr z Haruną otrzymali bowiem aż 60 000 HRB w spadku. Władimir dodał  "dla mojego ukochanego wnuczka i jego szanownej małżonki potrzeba z pewnością pieniędzy. Mi już pewnie dużo czasu nie zostało, góra kilka lat, a przed wami jeszcze całe życie. Ja pieniędzy do grobu nie zabiorę, za to wy jesteście przyszłością i nowymi budowniczymi świata". 40 000 HRB otrzymali rodzice Dymitra "ponieważ ty Antoni jesteś moim jedynym dzieckiem, ukochanym synem, i od zawsze byłeś mi bliski". 13 000 HRB otrzymała fundacja działająca na rzecz weteranów i osoby pokrzywdzone przez poprzednie władze "ponieważ w osobach poszkodowanych przez tyrańskich władców zawsze widziałem swojego ojca". 6 400 HRB otrzymał jakiś bratanek Władimira. 1 400 HRB otrzymał Jurij "jako dopełnienie wdzięczności za to, że wywalczyłeś mi olbrzymie odszkodowanie". 200 HRB miało pójść na koszty pogrzebu, a dom po Władimirze otrzymał inny jego bratanek.

Po odczytaniu testamentu i opuszczeniu biura notariusza, jeden z bratanków Władimira podszedł do Dymitra.
- No no, gratuluję tobie i twojej żonie takiego spadku - powiedział.
- A dziękuję, ja sam nie spodziewałem się aż takiej kwoty. - odpowiedział Dymitr.
- Szczerze mówiąc, ja też się nie spodziewałem, że wnukowi, który wyfrunął gdzieś na Orientykę, i w dodatku nie posiada więzów krwi, tyle przepisze. - powiedział owy bratanek.
- Taka była wola dziadka Władimira, wujku. Prawda, nie jestem z nim de facto spokrewniony, bo przecież moi rodzice mnie adoptowali, ale liczy się pokrewieństwo ducha. - rzekł Dymitr
- On pod koniec życia zapewne był nie do końca sprawny umysłowo, Dymitrze.
- Uspokój się, wujku, przecież jeszcze wczoraj dziadek był w pełni sił umysłowych.

- Ledwo ogłoszono testament, a już zaczynają się dyskusje i wątpliwości, że to my dostaliśmy najwięcej -
powiedział Dymitr do Haruny
- Z czyjej strony? - spytała Haruna
- Ze strony mojego pazernego wujka. Kłuje go w oczy to, że jestem adoptowany.
- A to sukinsyn!

W następnej kolejności Dymitr z Haruną udali się do zakładu pogrzebowego, a później do kościoła, by załatwić wszelkie sprawy związane z pogrzebem. Gdy wrócili do domu nieboszczyka, była już tam policja. Przeszukiwała całe mieszkanie i pobrała od Dymitra i Haruny odciski palców. Wieczorem funkcjonariusze opuścili mieszkanie. Dymitr i Haruna położyli się spać około godziny jedenastej.

O ósmej rano dnia następnego, gdy Dymitr z Haruną byli w kuchni i jedli śniadanie, do drzwi ktoś gwałtownie zapukał. Dymitr poszedł otworzyć. Ujrzał przed drzwiami uzbrojonego policjanta.
- Dzień dobry, z tej strony sierżant Wiktor Newski, Komenda Policji w Trowogrodzie. Informuję pana, że na podstawie decyzji prokuratury jest pan aresztowany.
- Co, ja aresztowany? Nie może być, to jakaś pomyłka. - odpowiedział zdziwiony Dymitr.
- To nie jest pomyłka. Mamy nakaz aresztowania pana Dymitra Czajek w związku z podejrzeniem o zabójstwo Władimira Czajek.
Zdziwiona Haruna zapytała Dymitra, o co chodzi.
- Aresztować mnie chcą - odpowiedział jej.
- Panie funkcjonariuszu, moja żona nie zna brodryjskiego, ona sobie sama nie poradzi. - Dymitr wpadł w panikę i zaczął błagać policjanta, by ten zostawił go.
- Nie dbam o to. Rozkaz to rozkaz, muszę aresztu dokonać. - odpowiedział funkcjonariusz - Niezależnie od wszystkiego, pan jeszcze tego poranka znajdzie się na komendzie w Trowogrodzie. Może pan ze mną współpracować lub zmusić mnie do użycia siły, panie Czajek. Wybór należy do pana.
- Dobrze już dobrze, nie ucieknę. - odpowiedział Dymitr - Tylko niech mi pan da chwilę, by pożegnać się z żoną.
Policjant skuł Dymitra ze sobą kajdankami i zezwolił mu na krótkie pożegnanie z Haruną.
Haruna podeszła do Dymitra i objęła go.
- Kochanie, zadzwoń do mojej kuzynki Julii. Ona jedyna z mojej rodziny zna razuryjski. - powiedział Dymitr do Haruny.
- Chrzanić kuzynkę, ja chcę ciebie! - odpowiedziała Haruna.
- Nie bój się, kochanie! - pocieszał ją Dymitr - Wyjdę z paki najszybciej, jak to możliwe. Zobaczysz, za tydzień o tej porze moje aresztowanie będzie tylko przykrym wspomnieniem, a my będziemy się z tego razem śmiać.
Dymitr mówił tak tylko po to, by uspokoić swoją żonę. Sam za bardzo nie wierzył w to, że wymiar sprawiedliwości da mu tak szybko spokój. Przecież on rzeczywiście był współwinny śmierci własnego dziadka. Nieświadomie go zamordował.

Policjant zaprowadził Dymitra do radiowozu, który odjechał szybko na sygnale. Haruna, zrobiła tak, jak polecił jej Dymitr - zadzwoniła do jego kuzynki, Julii. Julia jednak nie odbierała, dlatego Haruna wybrała numer po raz drugi. Gdy i to nie zadziałało, Haruna wykręciła po raz trzeci i czwarty. Dopiero za piątym razem telefon odebrała wściekła Julia:
- Czemu tak się do mnie dobijasz, Haruno?! Mam teraz zajęcia na uniwersytecie, nie mogę rozmawiać!
- Julio, dziadek Dymitra umarł i... - zaczęła Haruna
- Wielka mi nowina! O śmierci dowiedzieliśmy się już wczoraj! Twoi teściowie przyjeżdżają dzisiaj wieczorem do Nikostepów, chyba wytrzymacie sami te parę godzin! - wykrzyknęła Julia
- Kobieto, daj mi dojść do słowa! - Haruna wybuchnęła gniewem - Dymitra aresztowali przed chwilą! Podejrzewają go o umyślne morderstwo! On jest w poważnych tarapatach, a ty mi o jakichś zajęciach na uniwersytecie gadasz?!
- Co ty mówisz? - zapytała zdziwiona Julia, już nieco spokojniejszym głosem - Jak to aresztowali?
- Normalnie. Przed chwilą przyjechała policja, skuła go w kajdanki i został wywieziony na komendę. Ja zostałam sama, nie znam brodryjskiego i zielonego pojęcia nie mam, co robić. - odpowiedziała Haruna
Julia pomyślała chwilę i odpowiedziała Harunie.
- Haruno, wiedz, że nie planowałam uczestniczyć w pogrzebie, bo dziadek to rodzina Dymitra do ojca, a ja jestem siostrzenicą jego matki. Jeżeli jednak chcesz to przyjadę tu i pomogę ci, bo z tego co wiem, to poza mną i Dymitrem, nie ma w rodzinie ani na tamtej wsi nikogo, kto mówiłby po razuryjsku.
- To byłoby świetnie! Bardzo cię proszę Julio, przyjedź do Nikostepów, bo nie dogadam się tu z nikim. Jestem kompletnie bezradna.
- W porządku, przyjadę. Kiedy odbędzie się pogrzeb?
- Nie mam pojęcia...
- No to przyjadę do Nikostepów jutro po południu, może być?
- Tak Julio, może być. Postaram się tu jakoś wytrzymać ten jeden dzień.
- Dasz radę, wierzę w ciebie. No to do zobaczenia!

Po zakończonej rozmowie, Haruna wyszła na spacer. Chciała trochę odświeżyć umysł i dotlenić się. Po chwili dotarła do tej cerkwii, w której jeszcze trzy dni temu uczestniczyli z Dymitrem we mszy. Weszła do środka i rozglądnęła się. Tym razem w środku nie było prawie nikogo. Chodząc po świątyni i patrząc na ikony, Haruna przypomniała sobie mszę. Bardzo chciałaby uczestniczyć w niej jeszcze raz, oczywiście z Dymitrem u boku. Chwila podziwiania cerkwii i Haruna wyszła z niej, kierując się w stronę domu. W domu nie wiedziała co robić. Z niecierpliwością czekała na jakikolwiek znak od Dymitra. Bała się też przyjazdu swoich teściów do Nikostepów. Jak ona się z nimi dogada do przyjazdu Julii? Jak wytłumaczy im, co stało się z ich synem?

Wreszcie przyszła pora obiadowa. Haruna odgrzała pierogi w mikrofalówce i przystąpiła do jedzenia. Pierogi - potrawa, która jeszcze kilka dni temu wydawała się jej być potrawą egzotyczną i bardzo smaczną - dziś nie mogły przejść jej przez gardło. Nic nie mogło. Apetyt odszedł wraz z Dymitrem. Haruna męczyła jedną porcję pierogów przez pół godziny. W żołądku się jej przewracało na myśl o tym, co może czekać ją i jej męża. Czas dłużył się jej niemiłosiernie, tak, że gdy rodzice Dymitra wraz z Fiodorem przyjechali do domu Władimira o 19:00 jeszcze tego samego dnia, jej wydawało się jakby czekała na nich dobre kilka lat.

Cała trójka nie wiedziała co robić. Alona i Antoni coś między sobą gadali po brodryjsku. Wreszcie Haruna postanowiła zainicjować jakikolwiek kontakt. Pokazała im zdjęcie Dymitra i obrazek celi więziennej z internetu, po czym przesuwała palcem od podobizny męża do celi. Teściowie wydawali się rozumieć o co chodzi, ale nie wyrazili zdziwienia. Być może wiedzieli już o aresztowaniu syna. Nagle do Haruny zadzwonił telefon z nieznanego numeru. W normalnych warunkach Haruna nie odebrałaby go, ale spodziewała się jakichkolwiek wieści o Dymitrze, dlatego wyjątkowo odebrała. Nie pomyliła się - zadzwonił do niej sam Dymitr.
- Dymitr, co z tobą? Z jakiego numeru ty dzwonisz? Kiedy wyjdziesz? - Haruna zasypała go pytaniami
- Dzwonię z numeru więziennego - odpowiedział Dymitr - Niestety nie wiem, kiedy mnie wypuszczą z tego wariatkowa. A jak tam u ciebie?
- Przyjechali do mnie twoi rodzice - odpowiedziała Haruna - Kompletnie nie wiem, co mam robić.
- A dzwoniłaś do Julii?
- Tak, dzwoniłam. Przyjedzie tu jutro.
- To bardzo dobrze. Mogłybyście przyjść na widzenie jutro po południu?
- Tak, przyjdziemy.
Rozmowa trwała całe dwie minuty. Potrwałaby pewnie dużo dłużej, gdyby nie limit czasowy dla dzwoniących z aresztu. Haruna nie mogła doczekać się widzenia z Dymitrem.

Następnego dnia przed południem, do Nikostepów przyjechała Julia. Haruna odczuła wielką ulgę.
- Bardzo się cieszę że przyjechałaś. - powiedziała Haruna, widząc ją - Ale mówiłaś, że przyjedziesz po południu. Dlaczego więc jesteś tu tak wcześnie?
- Chciałam po prostu wyjechać z Bałmustanu, z mojego akademika, tak koło dziesiątej, ale wstałam w środku nocy i długo nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam nie marnować czasu. Wsiadłam do samochodu nad ranem i przyjechałam tu. - odpowiedziała Julia
- Jestem ci bardzo wdzięczna, że tu przyjechałaś. - powiedziała Haruna.
- Nie ma sprawy. W końcu od czego ma się rodzinę? - odpowiedziała Julia
Po rozmowie z Haruną, Julia przywitała się z rodzicami Dymitra i z Fiodorem. Cała piątka wspólnie zjadła obiad, po czym wyjechała do Trowogrodu, by zobaczyć się z Dymitrem. W areszcie okazało się, że nie można odwiedzać więźniów piątkami, dlatego Haruna z Julią musiały iść na osobne widzenie, a Alona z Antonim i Fiodorem - na osobne.

Widzenie odbywało się w pokoju przedzielonym na pół szybą. Po jednej stronie siedział Dymitr, a po drugiej - Haruna z Julią. Więzień komunikował się z  gośćmi za pomocą mikrofonów.
- Haruna, Julia, witajcie! - powiedział Dymitr, widząc je.
- Witaj Dymitr! - odpowiedziała Haruna - Jak tam idą sprawy?
- Jutro już mnie tu nie będzie... - odpowiedział Dymitr
- Wypuszczają cię? - spytała ucieszona Haruna
- Nie, przenoszą mnie do aresztu śledczego w Bałmustanie. Prokuratura chce postawić mi zarzut umyślnego zabójstwa, grozi mi nawet dożywocie.
- Jak to dożywocie? - zapytała zrozpaczona Haruna.
- Wszystkie dowody świadczą przeciw mnie. Policja odnalazła w śmietniku tą strzykawkę, którą aplikowałem dziadkowi w brzuch. Okazało się, że to w niej zawarty był śmiercionośny cyjanek. Na strzykawce nie odnaleziono żadnych odcisków palców, oprócz moich. A ja przecież nic tam nie dosypywałem, więc skąd do cholery jasnej wzięła się tam trucizna?!
- Może w zakładzie farmaceutycznym nastąpiła pomyłka? - zasugerowała Haruna.
- To jest niemożliwe. - odpowiedział Dymitr - Fabryka produkująca ten lek, nie stosuje cyjanku do żadnego produktu. Zawartość strzykawki musiała zostać podmieniona po wyprodukowaniu.
- To straszne, Dymitr. Spróbujmy z Julią porozmawiać z prawnikiem Jurijem. On był przyjacielem dziadka, więc pewnie pomoże w odnalezieniu sprawcy, a być może nawet wyciągnie cię z więzienia. - zaproponowała Haruna.
- Porozmawiajcie z nim. - powiedział Dymitr - powinien nam pomóc.

Po kilkunastu minutach rozmowy, Haruna z Julią pochodziły chwilę po Trowogrodzie i powróciły autobusem do Nikostepów. Postanowiły poszukać Jurija. Nie musiały jednak dużo szukać, ponieważ zastały go pod domem Władimira.
- Dzień dobry! - Julia przywitała się z Jurijem - mamy do pana jedną sprawę.
- O co chodzi? - spytał się prawnik.
- Chodzi o Dymitra. Wszystkie dowody świadczą, że zabił własnego dziadka, ale on jest niewinny. Czy pomoże mu pan? - spytała Julia.
- Nie. - odpowiedział krótko prawnik
- Ale nie za darmo. Haruna panu zapłaci! - dodała Julia
- Nie i jeszcze raz nie! Nie będę bronił złoczyńcy, który zabił własnego dziadka! - powiedział prawnik.
- On nikogo nie zabił. Pan jako prawnik doskonale chyba wie, że czasami dowody zbrodni mogą obciążać ludzi całkowicie niewinnych! - próbowała go przekonać Julia
- Dymitr nie jest niewinny! - odpowiedział Jurij - Czy słyszała pani, ile on z Haruną dostali w spadku po nim? Dymitr zabił dla spadku.
- Proszę pana, jestem kuzynką Dymitra i znam go dość długo. - odpowiedziała Julia - On ma swoje wady, bywa złośliwy, leniwy, ale nigdy nikogo by nie zabił!
- Czasami ludzie posiadają cechy, o których nie mamy pojęcia.
Wtedy Haruna poprosiła Julię, by ta przetłumaczyła jej na razuryjski odpowiedzi prawnika. Gdy usłyszała przetłumaczoną rozmowę, bez namysłu rzuciła się na prawnika. On próbował ją odciągnąć, ale oczernianie Dymitra wyzwoliło w razuryjce jakieś ukryte, drzemiące w niej pokłady nadludzkiej siły i gniewu tak, że chwyciła prawnika, powaliła go na ziemię i sprzedała mu jeszcze kopniaka.
- Dziewczyno, uspokój się! - zawołała Julia, widząc to wszystko.
- Dymitr nie jest mordercą i niech ten dupek o tym wie! - usłyszała w odpowiedzi.
Po powaleniu Jurija, Haruna odeszła z miejsca wydarzenia.
- Chodź Julia, porozmawiamy z rodziną Dymitra. - zaproponowała Haruna
- A prawnik? - spytała Julia
- Nie przejmuj się, nic mu nie będzie. Martw się lepiej o Dymitra.
W domu Władimira obecny był tylko Fiodor. Rodzice Dymitra przyjechali do Nikostepów dopiero późnym wieczorem. Oznajmili, że decyzją sądu wstrzymano wykonanie testamentu Władimira a jego ciało zatrzymano do dalszych badań.

Następnego dnia rano z kolei do Haruny zadzwonił po raz kolejny telefon z nieznanego numeru. Był to Dymitr. Doniósł, że poprzedniego dnia wieczorem przetransportowano go helikopterem wraz z kilkoma innymi więźniami do aresztu śledczego w Bałmustanie i będzie tam przebywać aż do rozprawy.
- W takiej sytuacji możemy zabrać się do Bałmustanu nawet dzisiaj. - zaproponowała Julia.
- Jak to dziś? Gdzie będziemy tam mieszkać? - spytała Haruna.
- W domu studenckim. Weźmiemy pokój dwuosobowy, tam jest bardzo tanie zakwaterowanie z wyżywieniem. - odpowiedziała Julia - Ja będę miała blisko na uczelnię a ty do Dymitra. Myślę, że lepsze to, niż bezczynne siedzenie w Nikostepach.
- Możemy więc tak zrobić. - powiedziała Haruna
- Świetnie. - odpowiedziała Julia - Po śniadaniu pakujemy się i ruszamy w drogę.
- Tak szybko?
- A na co mamy czekać?
Jak ustaliły, tak zrobiły - po śniadaniu Haruna spakowała rzeczy swoje i Dymitra, pożegnała się z rodzicami Dymitra i wyruszyła z Julią w drogę. Droga do Bałmustanu była długa, kobiety zajechały do stolicy Bałmucji dopiero późnym popołudniem, kiedy już zaczęło się ściemniać. Zakwaterowały się w domu studenckim, otrzymały skromny pokój na ósmym piętrze wielkiego blokowca i rozpakowały się, następnie pojechały do aresztu śledczego. Dymitr był bardzo zaskoczony ich wizytą.
- Oto dwie kobiety, które wyjechałyby za mną nawet na koniec świata. - zażartował.
W rzeczywistości nie był to żart. Haruna była tak zdeterminowana, że za Dymitrem pojechałaby nawet na Wyspy Szczęśliwe. Dymitr był z kolei bardzo wdzięczny swojej żonie i kuzynce za takie poświęcenie. Wieści od Dymitra nie były już jednak takie dobre. Policja nie znalazła bowiem żadnego dowodu, który świadczyłby o jego niewinności. Nikt, oprócz jego samego, nie był podejrzany o dosypanie trucizny do strzykawki. Haruna z kolei powiedziała Dymitrowi, że Jurij nazwał go mordercą i naprawdę uwierzył w to, że to on zabił Władimira dla spadku.
- A to sukinsyn! Oby to jego ktoś wrobił kiedyś w morderstwo i nie zostawił mu żadnego alibi! Żadnego! Zero dowodów uniewinniających! Niech pójdzie kiedyś gnić do więzienia za nieswoje morderstwo! Niech poczuje to, co ja teraz czuję! - Dymitr zdenerwował się na dobre. Poczucie niesprawiedliwej krzywdy i złość, że to jego wkręcono w morderstwo, osiągnęły apogeum. Gdyby w pokoju nie stał strażnik to Dymitr ze złości rzuciłby pewnie stołem stojącym w sali odwiedzin.
- Spokojnie, Dymitr! - Haruna próbowała go uspokoić - Jeszcze nie ma nawet terminu rozprawy, może uda się znaleźć jakieś dowody.
- Ty mówisz to z takim spokojem, a tu chodzi o moje być albo nie być! Mogę spędzić tu resztę życia!
- Nie spędzisz, obiecuję ci to.
Haruna długo musiała uspokajać Dymitra. Musiała też skutecznie ukrywać przed nim swoją złość, ponieważ ona sama z nieodpartą chęcią rozwaliłaby głowę Jurija o bruk, a tego, kto dosypał trucizny do strzykawki, torturowała bez litości.

Po widzeniu, gdy Haruna z Julią wróciły do mieszkania w domu studenckim, Haruna zorientowała się, że zapomniała wziąć z Nikostepów pewnego ważnego dokumentu - było nim długoterminowe pozwolenie na pobyt i pracę w Hasselandzie wydane Dymitrowi.
- Jesteś pewna, że nie wzięłaś tego ze sobą? - spytała Julia - Może masz to ze sobą gdzieś w walizce?
- Na pewno nie mam. Przepatrzyłam swoje walizki dziesięciokrotnie i nigdzie tego nie ma.
- To przepatrz po raz jedenasty.
- Wątpię by to coś dało. To pozwolenie Dymitr trzymał zawsze w takim niebieskim plecaku, a ja go nie wzięłam. Czy wiesz, co to oznacza, Julio?
- Nie wiem, co?
- Muszę jeszcze raz pojechać do Nikostepów i tam poszukać tego plecaka.
- Chcesz się wracać do Nikostepów? - spytała zdziwiona Julia - To jest prawie 300 kilometrów stąd! Może lepiej zadzwonię do Fiodora, żeby znalazł ten plecak i wysłał go pocztą?
- Przesyłanie dokumentów pocztą nie jest dobrym pomysłem. - odpowiedziała Haruna - Muszę tam pojechać osobiście. Ale nie chcę cię znowu fatygować. Powiedz mi, czy tam do Nikostepów kursują stąd jakieś autobusy?
- Chyba jeździ kolej. - odpowiedziała Julia. - Ale będziesz się tym przejmować rano. Teraz jest wpół do pierwszej w nocy, chodźmy spać.

Jak powiedziały, tak uczyniły. Rano Julia z Haruną sprawdziły w internecie możliwości transportu do Nikostepów.
- Z Bałmustanu do Trowogrodu jest dziś jeden pociąg pospieszny, ale on przyjeżdża do Trowogrodu o 21:30. O tej porze nie ma szans dojechać z Trowogrodu do Nikostepów.  - podsumowała Julia.
- To może przejdę się na piechotę? Jakie to są odległości? - spytała Haruna.
- Z Trowogrodu do Nikostepów masz 15 kilometrów. Bite trzy godziny piechotą. - odpowiedziała Julia.
- To może Fiodor mnie podwiezie? Przecież on tam jest i ma samochód.
- Nie ma szans. Wczoraj zepsuło mu się auto.
- No to nie ma wyjścia, muszę się wybrać piechotą. - stwierdziła Haruna.
Julia próbowała odradzić Harunie ten pomysł, ale Haruna była nieugięta. Julia nie miała więc wyjścia - kupiła bilet i odprowadziła po południu Harunę na dworzec, życząc jej powodzenia.
- Jakbyś miała jakieś kłopoty to dzwoń do mnie! - doradziła Julia - Ja dzwoniłam już do Fiodora, więc on wie, że przyjedziesz.

Podróż pociągiem trwała niecałe cztery godziny. Był to pociąg pospieszny, więc jechało się nim dużo szybciej, niż samochodem. Pociąg przyjechał do Trowogrodu o czasie. Po przyjeździe, Haruna włączyła w telefonie nawigację, założyła na głowę latarkę czołową, włożyła zabezpieczony nóż do kieszeni (na wszelki wypadek) i ruszyła w drogę.

Po wpół do pierwszej w nocy, Haruna weszła do Nikostepów. Jej dotychczasowa wędrówka przebiegła bez przeszkód, odczuwała jedynie spore zmęczenie. Nagle usłyszała jednak jakiś podejrzany szelest. Nie był to bynajmniej wiatr. Szelest stawał się coraz głośniejszy i dochodził z trawy, na lewo od drogi głównej. Haruna stanęła i na wszelki wypadek przygotowała nóż. Serce biło jej jak szalone. Bała się. Tymczasem, szelest dalej był słyszalny, w dodatku dołączył do niego dźwięk jakby rozlewania czegoś. W końcu Haruna przełamała się i spojrzała w kierunku źródła dźwięku, podświetlając je latarką. Ujrzała coś, czego nigdy nie spodziewałaby się ujrzeć.



V - "Coś dziwnego"

Haruna zobaczyła opiekunkę Anastazję trzymającą w ręku kanister. Z tego kanistra polewała jakąś cieczą worek z zapisanymi kartkami i jakimś zwierzęciem w środku, najprawdopodobniej martwym. Na widok Haruny, Anastazja porzuciła kanister z workiem i uciekła. Haruna nie wiedziała, co o tym myśleć. Podeszła do worka i sprawdziła jego zawartość. W środku, oprócz notatek sporządzonych po brodryjsku, były zwłoki małego psa. Razuryjka była w szoku. Szybko jednak otrząsnęła się i zaczęła kojarzyć fakty. "Cała sytuacja wyglądała, jakby Anastazja chciała to coś polać łatwopalną cieczą i podpalić, czyli zniszczyć. Anastazja to żona prawnika Jurija. Cokolwiek Jurij chce zniszczyć, może to posłużyć przeciw niemu. Wezmę więc tą reklamówkę. W tych notatkach może być coś niewygodnego, co odpowiednio zastosowane, skłoni Jurija do zmiany zdania i pomocy Dymitrowi". Po takim toku rozumowania, reklamówka z zawartością zaczęła nagle przedstawiać dla Haruny ogromną wartość. Wzięła więc ją i ruszyła w kierunku domu po Władimirze.

W drodze usłyszała jednak strzały. Ktoś biegł w jej kierunku. Ponownie dało się usłyszeć strzały i jakiś krzyk. Niewiele myśląc, Haruna wyłączyła latarkę i rzuciła się do ucieczki. Ten ktoś zdawał się jednak być szybszy od niej. W geście bezradności, Haruna przebiegła na drugą stronę ulicy i ukryła się za krzakiem. Krzak zdawał się być skuteczną kryjówką, ponieważ napastnik miał problem ze zlokalizowaniem Haruny. Całe szczęście, strzelec stanął na środku ulicy i jakimś cudem nie zauważył, że prosto na niego jedzie samochód. Strzelec nie był wyposażony w żadne odblaski ani latarkę, więc kierowca miał bardzo mało czasu na reakcję po jego zauważeniu. Próbował zahamować gwałtownie, jednak potrącił strzelca. Odleciał on na dwa metry po uderzeniu przez samochód. Haruna postanowiła natychmiast skorzystać z okazji i odeszła z miejsca wypadku. Po chwili była już w domu.

Chciała wezwać policję i poinformować o zagrożeniu Fiodora obecnego w domu, ale bariera językowa uniemożliwiła jej to skutecznie. Razuryjka zadzwoniła więc do Julii i opowiedziała jej o wszystkim.
- Znajdź ten plecak z dokumentami Dymitra i zwijaj się stamtąd jak najszybciej. - doradziła jej Julia - Pogadam z Fiodorem, niech z samego rana odwiezie cię autobusem do Trowogrodu, pójdzie z tobą na dworzec kolejowy, kupi ci bilet do Bałmustanu i czeka z tobą na pociąg. Tylko nie zapomnij wziąć reklamówki z notatkami i martwym psem, postaram się to wszystko przetłumaczyć, jak do mnie przyjedziesz.
Następnie Julia poprosiła o przekazanie telefonu Fiodorowi w celu wyłożenia mu planu.
Harunie udało się odnaleźć plecak z dokumentami Dymitra.

Rano Fiodor poszedł z Haruną na przystanek i zrobił dokładnie tak, jak Julia zaproponowała. Najbliższy pociąg do Bałmustanu odjeżdżał o dziesiątej przed południem, więc nie trzeba było długo czekać. Po przyjeździe do Bałmustanu, Julia odebrała Harunę z dworca i pojechały razem do domu studenckiego. W mieszkaniu, Julia przejrzała notatki. Niektóre z nich trudno było odczytać z racji zalania cieczą, ale sporą część z nich Julia rozszyfrowała.
- Haruno! Jeżeli te notatki nie są sfałszowane, to oznacza to, że Dymitr wyjdzie wkrótce z więzienia! - stwierdziła Julia.
- To wspaniale, ale co takiego jest tam zapisane? - spytała Haruna
- Z tego co widzę, to jest to korespondencja prawnika Jurija z jakąś siatką przestępczą. Jurij zamówił u nich cyjanek w jasno określonym celu - by otruć Władimira i odziedziczyć po nim fortunę. Tą zbrodnię planował już od kilku miesięcy. Z kolei z fragmentów jego pamiętnika wynika, że przez te kilka miesięcy szukał dobrej okazji do morderstwa. Gdy przyjechałaś do niego ty z Dymitrem, Władimir pojechał z Jurijem do notariusza by zmienić testament. Jurij dowiedział się wtedy, że dziadek chce wam nagle przepisać tak ogromną sumę, postanowił więc poprzez Anastazję dodać do jednej ze strzykawek cyjanek. Później Anastazja zaczęła symulować chorobę, tak, by zastrzyk został wykonany przez Dymitra. Prawnik liczył na to, że Dymitr zabije dziadka tym zastrzykiem i zostanie skazany za morderstwo. W takiej sytuacji testament zostałby z pewnością zmieniony na korzyść Jurija. Nic natomiast nie wyjaśnia obecności martwego psa w reklamówce, być może jest coś o nim wspomniane na tych zamazanych kartkach.
- Nie ma na co czekać, jedziemy z tym na komendę! - Haruna rwała się do działania.
- Poczekaj, najpierw zróbmy zdjęcia tym notatkom.
Kobiety porobiły więc zdjęcia, a następnie udały się na policję. Tam przyjęto ich dowody. Z pomocą Julii, Haruna opowiedziała też o strzelcu, który próbował ją zabić w nocy.

Następnym miejscem, w które udały się kobiety, był areszt śledczy. Tam odbyły widzenie z Dymitrem. Haruna opowiedziała mężowi o wszystkim, co ją spotkało podczas podróży do Nikostepów, a także o reklamówce, dzięki której Dymitr najprawdopodobniej zostanie oczyszczony z zarzutów.
- Haruno, gdyby nie dzieliła nas ściana, upadłbym ci do nóg! Nie jestem w stanie znaleźć słów, które wyraziłyby, jak bardzo jestem ci wdzięczny!- stwierdził Dymitr, wyraźnie zachwycony nowymi wieściami.
- Nie przesadzaj! - odpowiedziała mu Haruna - Nie wytrzymałabym bez ciebie całego życia! Musiałam ci pomóc!
- Jesteś wspaniała, Haruna! Zawdzięczam ci całe moje życie, które mi zostało! - Dymitr nie krył radości.
- A ty myślisz, że dlaczego podczas naszego ślubu złożyłam słowa przysięgi? - spytała Haruna - Żeby je wypełniać. Wspierać się na dobre i na złe.
Widzenie trwało jeszcze bardzo długo i pełne było wymiany miłosnych zdań.
- Zapomniałem jeszcze o Julii. - wtrącił Dymitr - Dzięki ci wielkie za opiekę nad Haruną. Gdyby nie ty, to dalej pewnie siedziałbym tu bez jakiejkolwiek nadziei na wyjście. Zachowałaś się jak prawdziwa rodzina.
Radości Dymitra nie byłoby pewnie końca, gdyby nie strażnik więzienny, który przypomniał trójce, że czas na widzenie skończył się.

Następnego dnia po południu, Dymitr został na podstawie dowodów wypuszczony z więzienia. Nie odzyskał jednak pełnej wolności. Otrzymał bowiem tymczasowy zakaz opuszczania Brodrii i elektroniczny nadzór do momentu pełnego wyjaśnienia sprawy. W związku z dostarczonymi dowodami, odradzono mu również wybieranie się w okolice Nikostepów, ze względu na niebezpieczeństwo ze strony Jurija lub osób, z którymi miał on kontakty przestępcze. Sam Jurij okazał się natomiast być tym strzelcem, który gonił Harunę w nocy. Obecnie przebywał on w szpitalu ze względu na obrażenia po potrąceniu przez samochód.

Po wyjściu z więzienia, Dymitr wynajął pokój obok pokoju Haruny i Julii w domu studenckim. Jeszcze tego samego dnia, cała trójka wybrała się do restauracji razuryjskiej by zjeść kolację powitalną z okazji wyjścia Dymitra z więzienia.
- Jak tam było w więzieniu? - spytała Haruna.
- Masakra. Zostałem przydzielony do celi z jakimś przemytnikiem narkotyków. Gdy powiedziałem mu, że jestem niewinny, ten potraktował mnie jak idiotę i stwierdził, że w więzieniu nikt nie jest winny. Warunki z kolei opłakane. Małe cele, posiłki zimne. - odpowiedział Dymitr.
- Całe szczęście, to wszystko się skończyło. - wtrąciła Haruna.
- Całe szczęście, i to wszystko dzięki wam!
Haruna nie zdążyła nic odpowiedzieć, ponieważ do Dymitra ktoś zaczął dzwonić. Był to jego szef z pracy w Shimontsen. Nie dzwonił on z dobrymi wieściami. Dymitr został bowiem zwolniony z powodu toczącego się przeciw niemu postępowania.
- Nie przejmuj się! - powiedziała Haruna, słysząc o co chodzi - Wkrótce zostaniesz oczyszczony z zarzutów i przyjmą cię z powrotem, a nawet jak nie przyjmą, to znajdziesz nową pracę. Z twoim wykształceniem nie będzie to trudne.
- Oby było tak jak mówisz. - odpowiedział Dymitr
Cała trójka zjadła smakowitą kolację, po czym udała się z powrotem do mieszkania.

Następnego dnia, do Dymitra zadzwonili jego rodzice. Powiedzieli, że pogrzeb Władimira odbędzie się za dwa dni. Dymitr odpowiedział im jednak, że nie może uczestniczyć w tym pogrzebie ze względu na zalecenia policji. Rodzice obiecali więc, że po pogrzebie przyjadą do Bałmustanu odwiedzić Dymitra. Tego samego dnia, Haruna zaproponowała Dymitrowi, by wybrali się na północne wybrzeże Bałmucji.
- Nasza podróż poślubna nie miała przecież ograniczyć się do zobaczenia Nikostepów i Bałmustanu - uzasadniała swój pomysł.
Małżeństwo wybrało się więc jeszcze tego samego dnia pociągiem do miasteczka położonego na wybrzeżu. Podróż trwała dwie godziny. Warto było się tam wybrać ze względu na niesamowite widoki. Ogromne klify oddzielające ląd od morza w którym pływały bryły lodu, wyglądały cudownie.
- Pięknie tu jest, ale nie chciałabym tu mieszkać na stałe. - stwierdziła Haruna
- Dlaczego? - spytał Dymitr
- Nie wytrzymałabym takiego zimna.
- Naprawdę? Jeszcze kilka dni temu mówiłaś, że zimna Brodria jest dla ciebie miłą odmianą od ciepłego Hasselandu.
- Odmianą, Dymitr, ale nie alternatywą. Zrozumiesz o co mi chodzi, kiedy wrócimy do Hasselandu i pomieszkasz tam sobie kilka lat ze mną.
Nagle zaczął padać śnieg. Haruna natychmiast wyjęła aparat i zaczęła robić zdjęcia. W przeciągu kilkunastu minut wszystko pokryte zostało białym puchem. Nie było jednak na tyle zimno, by śnieg utrzymał się, dlatego szybko zaczął on topnieć. Opady przybierały natomiast na intensywności.

Gdy zaczęło się ściemniać, Dymitr i Haruna złapali pociąg powrotny do Bałmustanu. Tam już jednak było dużo cieplej niż na wybrzeżu i nie padał śnieg.



VI - "To koniec"

Następnego dnia Dymitr został wezwany na posterunek policji poprzez elektroniczny nadzór. Wezwanie to budziło w nim spore obawy. Całkiem prawdopodobne wydawało się bowiem, że policja przyczepi się do wczorajszej wycieczki Dymitra nad wybrzeże i potraktuje ją jako próbę ucieczki z Brodrii lub obejścia systemu nadzoru elektronicznego. W takiej sytuacji, Dymitra czekałby natychmiastowy powrót do zakładu karnego. Droga z domu studenckiego na posterunek dłużyła mu się niemiłosiernie. Gdy wreszcie dojechał na komendę i wszedł do odpowiedniego pokoju, został zapytany przez policjanta o... samopoczucie psychiczne. Dymitrowi wydawało się dziwne, żeby policja przed udzieleniem upomnienia pytała go o takie błahe rzeczy.
- A dziękuję, czuję się dobrze. Nawet sobie pan, panie funkcjonariuszu, nie zdaje sprawy jak smakuje wolność kiedy się ją utraci, a potem odzyska. Szczególnie wtedy, gdy można ją łatwo ponownie utracić... - odpowiedział Dymitr.
- Spokojnie, panu to uczucie już nie grozi. - powiedział funkcjonariusz
- Jak to? - zdziwił się Dymitr - Czyli nie zamykacie mnie za to, że wczoraj zrobiłem sobie wycieczkę nad morze?
- Niby dlaczego? - Funkcjonariusz zdziwił się jeszcze bardziej, niż Dymitr - otrzymał pan przecież zakaz opuszczania Brodrii, a nie miasta Bałmustanu.
- Dlaczego więc zostałem wezwany? - spytał Dymitr
- Mamy dla pana dobre wieści. Sąd zniósł nad panem elektroniczny nadzór i zakaz opuszczania Brodrii. Został pan całkowicie oczyszczony z zarzutów. Nie będzie pan sądzony nawet za nieumyślne zabójstwo. - oznajmił policjant
- Ale tak całkowicie oczyszczony? - spytał zdziwiony Dymitr
- Całkowicie. Do nowych dowodów zostali wezwani eksperci, którzy potwierdzili, że cyjanku do strzykawki dosypał znajomy prawnik nieżyjącego. Ponadto przeprowadzono dokładną rewizję prawnika, a także przesłuchano go. - odpowiedział funkcjonariusz.
- A co z pogrzebem dziadka i jego testamentem?
- Jego pogrzeb ma się odbyć jutro, ale jak już panu mówiłem, nie powinien tam pan jechać. Nie rozbiliśmy jeszcze całkowicie siatki przestępczej związanej z prawnikiem. Jeżeli chodzi o testament, to zajmie się nim sąd w Trowogrodzie. Nie wiem ile mu to zajmie. Ma pan jeszcze jakieś pytania?
- Nie, to wszystko.
- Żegnam więc pana i obyśmy nie musieli spotykać się w takich okolicznościach. Niech cieszy się pan wolnością!

Po załatwieniu sprawy na komendzie, Dymitr wrócił do mieszkania, by podzielić się z Haruną i Julią dobrymi wieściami. Gdy wszystkie kwestie prawne były już załatwione, Dymitr z Haruną musieli omówić kwestię powrotu do Hasselandu.
- Gdybyśmy nie mieli tej feralnej przygody z twoim dziadkiem, a cała podróż przebiegłaby zgodnie z prawem, to wówczas pojutrze, tj w niedzielę, odlatywalibyśmy już do Angemont - stwierdziła Haruna
- Rzeczywiście, masz rację. Czy zachowałaś bilety na ten lot pojutrze? - zapytał Dymtr.
- Tak, mam je cały czas ze sobą i myślę, że przydadzą nam się one.
- Tak myślisz? Chcesz już wracać do Shimontsen?
- Dymitr, powiedz mi, co nas tu jeszcze trzyma? Zostałeś oczyszczony z zarzutów, na pogrzeb dziadka nie możemy jechać, co mamy tu jeszcze do roboty? W środę muszę już iść do pracy, a tobie przydałoby się podejść do twojego byłego szefa, może przyjmie cię do pracy po tym, jak cię uniewinniono.
- Dałoby radę przebookować ten lot na poniedziałek? Jutro jest pogrzeb dziadka, a pojutrze moi rodzice chcą się jeszcze z nami spotkać.
- Sprawdzę co da się zrobić.
Haruna sprawdziła w internecie możliwość zmiany terminu lotu. Na szczęście, zmiana taka była możliwa i nie wymagała jakiś dużych opłat.
- W porządku, wracamy o jeden dzień później - stwierdziła Haruna po przebookowaniu lotu.

Pomimo formalnego oczyszczenia z zarzutów, Dymitr nie potrafił odnaleźć wewnętrznego spokoju. Gdy zagrożenie dożywotnim więzieniem przeminęło, Dymitra czekało następne więzienie - tym więzieniem były jego własne wyrzuty sumienia. Z tego więzienia nikt nie mógł go wypuścić. Dymitr doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że teoretycznie nie jest odpowiedzialny za zabójstwo dziadka - przecież aplikując mu zastrzyk, nie miał pojęcia, że zabija go. Sama jednak świadomość, że to on, Dymitr, dokonał fizycznego aktu wtłoczenia trucizny do ciała Władimira, wprawiała go w depresję.

Harunie nie umknęła ta nagła zmiana nastroju Dymitra.
- Dymitr, dlaczego ciągle chodzisz taki smutny, zamiast cieszyć się wolnością? - próbowała go pocieszać - Pomyśl sobie, za trzy dni wracamy już do domu i skończy się to włóczenie po aresztach i komendach. Wrócimy do normalnego życia, może nawet pomyślimy o wynajęciu jakiegoś większego mieszkania. A o pracę nie musisz się martwić! Ze swoim wykształceniem znajdziesz ją bez problemu!
- Tu nie chodzi o pracę, ale o coś dużo istotniejszego. - odpowiedział jej Dymitr, po czym podzielił się z nią swoimi wyrzutami sumienia
- Jestem z fizycznego punktu widzenia mordercą, i nic tego nie zmieni. - dodał na zakończenie
- Dymitr, nie jesteś żadnym mordercą! - próbowała przekonać go Haruna - Mordercą jest Jurij, a ty jesteś ofiarą jego podłego planu.
- Ofiarą, która zabiła własnego dziadka...
- Do śmierci twojego dziadka doszłoby prędzej czy później. Przecież wiesz, że Jurij planował to morderstwo od dłuższego czasu. Gdyby nie ty, to Jurij zapewne któregoś dnia zabiłby Władimira na własną rękę.
Dymitra trudno było jednak przekonać by nie zamartwiał się dziadkiem. Przez cały dzień chodził on taki smutny.

Dwa dni później, do Bałmustanu przyjechali rodzice Dymitra. Ich wizyta przypadła na niedzielę, więc udali się oni z Dymtrem, Julią i Haruną do cerkwi, a następnie poszli do restauracji na obiad. Tam, na rodzinnej rozmowie, podjęty został temat pogrzebu Władimira. Haruna, ze względu na Dymitra, chciała uniknąć poruszania kwestii Władimira. Nie udało się jednak ominąć tego tematu. Rodzice Dymitra cały czas próbowali wyciągnąć go z depresji, podobnie jak Haruna. Działania te nie osiągnęły jednak oczekiwanego rezultatu, Dymitr bowiem cały czas obarczał się odpowiedzialnością za śmierć dziadka.



VII -"Powrót?"

Tego samego dnia wieczorem, Haruna i Dymitr musieli już opuścić Bałmustan. Ich samolot odlatywał bowiem z Iwanogrodu przed południem następnego dnia, a z Bałmustanu do Iwanogrodu musieli pokonać aż 700 kilometrów. Julia odwiozła ich więc na dworzec główny, gdzie pożegnali się z nią i z rodzicami Dymitra, a następnie odjechali pociągiem nocnym.

Haruna nie mogła spać podczas podróży. Choćby nie wiadomo jak próbowała to nie udawało jej się zasnąć w ciasnym przedziale, Dymitr z kolei zasnął już o dwudziestej drugiej i spał jak zabity. Haruna zmrużyła na chwilę oczy dopiero nad ranem, Dymitr natomiast obudził się o szóstej rano. Przespał podręcznikowe osiem godzin, zupełnie jakby nocował u siebie w domu. Widząc po przebudzeniu, że jego żona nie śpi, zapytał jej:
- No i jak tam kochanie, jak ci się spało?
- A daj spokój, tu się spać nie da. - odpowiedziała mu Haruna
- Mi się spało bardzo dobrze i szczerze mówiąc, zgłodniałem trochę.
Haruna była w szoku. Przez ostatnie dwa dni, Dymitr nie chciał nic jeść. Do tego doprowadzały go wyrzuty sumienia.
- Wiesz co, mam chyba kanapkę w plecaku. Jak chcesz to ją zjedz. - zaproponowała mu Haruna
Dymitr zjadł kanapkę z apetytem.
- Co ci się stało, Dymitr? - spytała go zdziwiona - Przecież jeszcze wczoraj siłą musieliśmy wpychać w ciebie obiad.
- Nic się nie stało, po prostu czuję się dziś lepiej, niż wczoraj. - odpowiedział Dymitr, jakby z czegoś zadowolony.
Haruna długo ciągnęła Dymitra za język by powiedział jej, co jest na rzeczy i czemu zawdzięcza tak nagłą zmianę nastroju na optymistyczny. W końcu Dymitr zdecydował się jej wyznać, o co chodzi.
- Ale nie uznasz mnie za wariata? - spytał, aby upewnić się, że jego osobiste wyznanie nie uczyni z niego dziwaka
- Nie Dymitr, nie uznam. Po tym co przeszedłeś, masz prawo do różnych huśtawek nastroju.
Dymitr powiedział więc Harunie o tym, że podczas snu objawił mu się jego zmarły dziadek, który kazał mu przestać się zamartwiać i zrzucić z siebie ciężar odpowiedzialności za podstęp Jurija. "To Jurij powinien być dręczony przez ogromne wyrzuty sumienia, nie ty" - mówił. Władimir miał także zapewnić Dymitra o tym, że będzie się nim i Haruną opiekował.
Haruna bardzo się ucieszyła, że ten sen tak pozytywnie wpłynął na Dymitra. Miała głęboką nadzieję, że poprawa nastroju Dymitra będzie trwała.

O siódmej rano pociąg przyjechał do Iwanogrodu.
- Dymitr, samolot mamy dopiero za trzy i pół godziny - powiedziała Haruna - na lotnisko jest stąd bardzo dobry dojazd, autobusy jeżdżą praktycznie co chwilę. Może zjemy coś na mieście? Po co mamy przyjeżdżać na lotnisko tak wcześnie?
Składając tą propozycję, Haruna chciała sprawdzić, czy jej mąż na dobre wyszedł z depresji. Było bowiem niemożliwe, by po wczorajszym i przedwczorajszym poszczeniu Dymitra, nie był on teraz głodny.
- Myślę, że to dobry pomysł. Głodny jestem. - odpowiedział Dymitr
Harunę ucieszyła ta odpowiedź. Oboje poszli więc do jakiejś restauracji i zamówili jajecznicę. Dymitr zajadał ją z apetytem. Po skończonym posiłku, oboje wybrali się na przystanek, podjechali autobusem na lotnisko. i przeszli wszystkie odprawy.

Samolot odleciał o czasie. Lot do Angemont trwał trzy godziny. Dymitr z Haruną mieli szczęście, ponieważ trafili na niemal bezchmurną pogodę i widoki z okna samolotu były bardzo ładne. Było na co patrzeć, ponieważ trasa lotu przebiegała nad trigrodzkimi pustyniami i nad morzem.

Po wylądowaniu w Angemont, na pasażerów czekała słoneczna, ciepła i przyjemna pogoda, przypominająca trochę brodryjskie lato. Jakież było zdziwienie Dymitra i Haruny, gdy po opuszczeniu samolotu, przejściu odprawy paszportowej i odebraniu bagaży, spotkali w poczekalni rodziców Haruny. Przywitali oni ciepło młode małżeństwo.
- Cieszymy się, że was widzimy - powiedziała im Haruna - ale nie zapowiadaliście się, że będziecie na nas czekać.
- Chcieliśmy wam zrobić niespodziankę - odpowiedział jej ojciec
- A więc czym wracamy do Shimontsen? - spytała Haruna
- Autobusem. Zarezerwowaliśmy z ojcem bilety tak, żebyśmy siedzieli wszyscy obok siebie - odpowiedziała jej matka.
Podróż do Shimontsen trwała godzinę. Było to oczywiście za mało na opowiedzenie całej podróży poślubnej, dlatego Haruna z Dymitrem odwiedzili po przyjeździe rodziców Haruny.

Następnego dnia, Dymitr udał się do swojej pracy i starał się o ponowne przyjęcie, ze względu na uniewinnienie. Nie udało mu się jednak przekonać szefa, by ponownie go zatrudnił. Dymitr udał się więc do firmy konkurencyjnej, gdzie akurat poszukiwano inżyniera do pracy.

Tydzień później, z tej firmy zadzwoniono do Dymitra, by udał się na rozmowę kwalifikacyjną pojutrze. Tego samego dnia, do Dymitra zadzwonili także jego rodzice z bardzo wesołymi wieściami
- Sąd rozpatrzył sprawę testamentu dziadka. Otrzymujecie z Haruną pełne 60 000 HRB - oznajmili - musicie przyjechać do Brodrii i odebrać ten spadek lub napisać pełnomocnictwo, by ktoś inny go odebrał w waszym imieniu.
Dymitr był w szoku. 60 000 HRB to kwota wystarczająca by postawić dwa spore domy. Oboje z Haruną zastanawiali się, czy po otrzymaniu tak wielkiej kwoty, będzie opłacało się im dalej pracować.
- Jeżeli chcecie wiedzieć co ja o tym sądzę - powiedział im ojciec Haruny, gdy dowiedział się o tym - to uważam, że nie powinniście przestać pracować. A ty Dymitr idź na pojutrze tą rozmowę kwalifikacyjną, staraj się z całych sił o pracę i ani słowem nie mów przyszłemu szefowi, że macie z Haruną taki majątek. Pracuj po prostu tak, jakbyście tego majątku nigdy nie otrzymali. Oboje pracujcie tak, jakbyście żadnego spadku na oczy nie widzieli.
Dymitr i Haruna byli zdziwieni taką postawą ojca Haruny
- Czyli, twoim zdaniem, powinniśmy dalej pracować, nie zważając na ogromny majątek? - spytała Haruna
- Jak najbardziej. Obaj nie macie jeszcze na karku nawet trzydziestki. Zanim się zestarzejecie, może nastąpić np. hiperinflacja, a wasz majątek straci na wartości. I co wtedy zrobicie bez pracy? Mówię wam, część tego majątku przeznaczcie na budowę domu, może kupcie sobie jeszcze nowy samochód i jakieś inne rzeczy które przydadzą wam się w życiu, a resztę pieniędzy odłóżcie, by czekały spokojnie na dalsze lata waszej wspólnej drogi życia. Po co mielibyście roztrwonić majątek na potrzeby pierwszej kategorii, jeżeli możecie je zapewnić sobie poprzez pracę, a majątek przeznaczać na bardziej wzniosłe cele?
Dymitrowi i Harunie ta rada dała wiele do myślenia.

----------

Kilka kilometrów na zachód od Shimontsen znajduje się wieś o nazwie Rinnota. Leży ona w bardzo spokojnej okolicy. Przez jej środek przebiega droga główna, wzdłuż której znajduje się wiele posesji z większymi lub mniejszymi domami. Oprócz nich, we wsi jest jeszcze szkoła, poczta, sklep, dwa przystanki i gospodarstwo agroturystyczne.

Był słoneczny i przyjemny dzień. Od wpłynięcia na konto Dymitra pieniędzy ze spadku minęły już ponad dwa tygodnie. Dymitr z Haruną właśnie jadą samochodem do wsi Rinnota. Ich celem była działka, która znajduje się na skraju wsi. Aby do niej dojechać, trzeba było od strony Shimontsen przejechać całą wieś, a następnie tuż przy granicy skręcić w lewo w wiejską dróżkę i przejechać nią jakieś dwieście metrów. Gdy małżonkowie dojechali na miejsce, wysiedli z samochodu i oglądnęli działkę. Na tej działce nic jeszcze nie stało. Była ona odgrodzona prowizorycznym ogrodzeniem z niewysokich palików i sznurka.
- Duża ta nasza działka - stwierdził Dymitr.
- Tak ci się tylko wydaje - powiedziała Haruna - Jak powstanie tu dom, to ta działka nie będzie ci się już wydawać taka wielka.
Dymitr trzymał w ręku akt własności tego kawałka ziemii.
- Gdyby ktoś na studiach powiedział mi, że za pięć lat będę współwłaścicielem działki budowlanej pod Shimontsen, i to w dodatku bez konieczności zaciągania jakiegokolwiek kredytu, wyśmiałbym go - powiedział Dymitr.
- Musimy jeszcze załatwić ekipę budowlaną, żeby nam na tej działce postawiła ten dwupiętrowy przybytek - stwierdziła Haruna - Może zrobimy to jutro?
- Jutro nie da rady, ja pracuję do piątej wieczorem - odpowiedział Dymitr.
- A ja też, tylko że do szóstej. - dodała Haruna
- Chyba będziemy musieli wziąć dzień lub dwa urlopu, by pozałatwiać te wszystkie sprawy związane z budową naszego domu.
- Masz rację, Dymitr.

Po obejrzeniu działki budowlanej, Dymitr z Haruną wrócili do wynajmowanego mieszkania w dzielnicy razuryjskiej miasta Shimontsen. To skromne mieszkanie miało im służyć jeszcze przez jakieś dwa lata, po których upływie ma zostać już wybudowany ich nowy dom we wsi Rinnota. W tym wynajmowanym mieszkaniu nie mogli jednak oni narzekać na nudę. Na nowy rok bowiem swoją wizytę w Shimontsen zadeklarowali rodzice Dymitra. Na przerwę semestralną w studiach, do Dymitra i Haruny miała również zawitać Julia.

Przed Dymitrem i Haruną malowała się szczęśliwa przyszłość...

4
Pałac Królewski / Odp: KONKURS NA OPOWIADANIE MIKRONACYJNE
« dnia: Pią, 13 Paź 2017, 18:28:41 »
Gdy zabrałem się do pisania drugiej części opowiadania, wena postanowiła dosłownie zjeść mnie żywcem ;)
Efektem tego będzie dość długie opowiadanie. Wydaje mi się, że będzie ono dużo ciekawsze i bardziej rozwinięte niż to, które zgłosiłem na konkurs. Powinienem je opublikować jeszcze w tym tygodniu.

5
Pałac Królewski / Odp: KONKURS NA OPOWIADANIE MIKRONACYJNE
« dnia: Sob, 07 Paź 2017, 21:19:14 »
Druga część jest już w trakcie tworzenia. Za kilkanaście dni powinna być gotowa. Ostrzegam, że druga część będzie kilkukrotnie dłuższa niż pierwsza.

6
FOTY 2017 / Odp: FOTY 2017 - aleja stoisk
« dnia: Wto, 29 Sie 2017, 21:40:37 »


Linie lotniczo-autokarowe Nordlines to największa na Nordacie i jedna z największych w mikroświecie firm zajmujących się przewozami pasażerskimi. Prowadzimy połączenia lotnicze i autokarowe pomiędzy wieloma miastami Nordaty i Orientyki. Prezesem linii Nordlines jest Mikołaj Patryk Dostojewski.



Nasze atuty:
- obsługujemy połączenia w dziewiętnastu miastach na terenie pięciu państw
- oferujemy 26 połączeń lotniczych i 6 połączeń autokarowych
- nasze biura rozlokowane są w sześciu państwach, w tym także w Hasselandzie
- za bilety na nasze trasy można płacić w czterech walutach (Złote Hrywny, Liberty, Arginty, Bialeny), w planach mamy powiększenie listy dostępnych walut płatności
- posiadamy ponad dwa lata doświadczenia, działalność rozpoczęliśmy w maju 2015 roku
- jesteśmy cały czas otwarci na współpracę z nowymi miastami i lotniskami




Główny węzeł linii Nordlines znajduje się w stolicy Brodrii Północnej, Iwanogrodzie (6 nitek lotniczych, 1 autokarowa). Inne ważne węzły Nordlines znajdują się w Wolnogradzie (5 nitek lotniczych, 1 autokarowa), a także w Angemont (5 nitek lotniczych, 1 autokarowa).




Kraje które dziś obsługujemy to: Brodria Północna, Bialenia, Hasseland, Garapenia i Ruś Batawska.



Na co jeszcze czekasz? Kup bilet Nordlines już dziś i zwiedzaj mikroświat!

7
Pałac Królewski / Odp: KONKURS NA OPOWIADANIE MIKRONACYJNE
« dnia: Nie, 27 Sie 2017, 12:00:21 »
Może na serio rozważę napisanie drugiej części? Co o tym sądzicie?

8
Myśleliście że imperializm Południa ma jakieś granice, że oni w końcu muszą przystopować bo nie anektują przecież całej Nordaty? W takim razie byliście w błędzie:
https://spolecznosc.bialenia.org.pl/thread-7798-post-74152.html#pid74152
https://spolecznosc.bialenia.org.pl/thread-7801.html
Warto dodać że Batawia jest suwerennym państwem:
http://batawia.c0.pl/forum/index.php

Co sądzicie o zbliżeniu politycznym Brodrii Północnej, Batawii i Kugarii?

9
Bałmucja / Odp: Imigranci i uciekinierzy z Uhrainy
« dnia: Nie, 21 Maj 2017, 19:24:46 »
Uhraińczycy są bardzo wdzięczni za pomoc. Część z nich (głównie ci którzy są zdrowi i zdolni do pracy) zgłasza się dobrowolnie do wolontariatu by pomagać swoim rodakom i odciążyć nieco służby brodryjskie. Niestety, pogoda nie rozpieszcza imigrantów i służb. Dziś bowiem na pograniczu brodryjsko-abachazkim panuje upał a jutro nad ranem zapowiadana jest burza z deszczem. Dlatego podejmowane są intensywne wysiłki aby każdy uchodźca znalazł przynajmniej na tą noc dach nad głową. Noclegi dla nich organizowane są w specjalnie zorganizowanych do tego obozach a także w barakach, domach prywatnych, remizach, plebaniach, halach sportowych - dosłownie wszędzie. Uruchomiono także system ewidencji imigrantów.

Część imigrantów uhraińskich jest w bardzo dobrej sytuacji ponieważ mają krewnych lub znajomych którzy mieszkają już w Brodrii Północnej. Został już nawet powołany specjalny zespół wolontariuszy który pomaga Uhraińczykom trafić do ich rodaków mieszkających tu.

W ramach wspomnianego programu przenoszenia Uhraińczyków wgłąb kraju, ich garstka weźnie udział w eksperymentalnej fazie tegoż programu. W najbliższych dniach zostaną oni przetransportowani do Iwanogrodu i Kranodarskiej Gory ale spora ich część otrzyma przydział w niewielkich miasteczkach na terenie Bałmucji Środkowej i Wschodniej. W dalszej perspektywie planowane są także lokowania uchodźców w Rosyji.

Tymczasem na granicy ciągle trwa wzmożony ruch. Jest on minimalnie mniejszy niż wczoraj ale przed granicą wciąż tworzą się wielokilometrowe korki.

10
Bałmucja / Imigranci i uciekinierzy z Uhrainy
« dnia: Sob, 20 Maj 2017, 20:56:56 »
Od kilkunastu godzin trwa wzmożony ruch na granicy Brodrii Północnej z ziemiami upadłego już Imperium Abachazji. Duże ilości samochodów zgłaszają się do odprawy na przejściu granicznym, chcąc opuścić Wenedię i wjechać na terytorium Brodrii Północnej. Jeszcze większy tłum czeka na pieszych przejściach granicznych. Służby celne i porządkowe zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Pytanie brzmi: dlaczego takie tłumy chcą dostać się do Brodrii Północnej od strony Wenedii?



Wszystko zaczęło się wczoraj około godziny 11:00. Wówczas do budki granicznej podjechał spory autobus w towarzystwie dziesięciu samochodów. Łącznie 103 osoby pokazały strażnikom paszporty uhraińskie i poprosiły o wpuszczenie ich na terytorium Brodrii Północnej. Strażników zdziwiła tak duża ilość osób chcąca przekroczyć granicę ale weryfikacja paszportów i kontrola pojazdów nie wykazała niczego podejrzanego, dlatego wpuszczono ich do Brodrii. Kolejny konwój w składzie: 3 autobusy, 20 samochodów, 5 motorów i 2 ciężarówki przybył do granicy o godzinie 14:00 czasu lokalnego. Ich odprawa przebiegła również bez problemu. Później jednak do odprawy zgłaszało się coraz więcej pojazdów, wśród których prawie każdy był na papierach uhraińskich. Strażnicy graniczni mieli ręce pełne roboty. Gdy w wiadomościach radiowych pojawiła się informacja o ataku Brodrii Południowej na Uhrainę, wszystko stało się jasne. Ci ludzie którzy przekraczają masowo granicę, uciekają przed wojskami Brodrii Południowej.

Skalę problemu władze Brodrii Północnej uzmysłowiły sobie jednak dopiero wtedy gdy w Iwanogrodzie aresztowano dwóch Uhraińczyków za posiadanie sfałszowanej pieczątki w paszporcie. Aresztowani prosili, wręcz błagali przesłuchującego ich policjanta by nie oddano ich w ręce Południa. Ich relacje, podparte zeznaniami innych uciekinierów z Uhrainy, dają obraz jak wygląda życie w tym regionie po wkroczeniu wojsk Południa.

Otóż wojska Południa wkroczyły na ziemie uhraińskie wczoraj około godziny 15:00 (chociaż mieszkańcy przygranicznych wsi twierdzą że już nad ranem odbywały się jakieś podejrzane ćwiczenia wojskowe tuż przy granicy). Miejscowa ludność organizowała się w mniejsze lub większe grupy. Ich postawa wobec najeźdźców była różna - jedni witali ich jak wybawicieli, inni poddawali im się dobrowolnie, jeszcze inni próbowali walczyć. Z relacji imigrantów wiemy że pierwszym celem Południa w każdej podbitej miejscowości byli różnej maści urzędnicy i politycy - od wiejskich sołtysów i członków samorządów lokalnych, przez ludzi władz regionalnych aż po członków władz ogólnokrajowych Uhrainy. Południe było również zainteresowane politykami działającymi niegdyś w strukturach państwowych Imperium Abachazji. Politycy tacy łapani są przez Południe, następnie wiezie się ich na komisariaty i żąda podpisania deklaracji bezwzględnego posłuszeństwa wobec Brodrii Południowej. Ci którzy odmawiają podpisania takiej deklaracji są poniżani i przetrzymywani w aresztach, często w dużej odległości od miejsca pochodzenia. Podobnie czyni się z oficerami pracującymi niegdyś dla sił zbrojnych Imperium Abachazji. Jednak nie tylko politycy i oficerowie są w nieciekawej sytuacji. Południe ściąga bowiem wielkie podatki w postaci plonów, zwierząt i wszelkich bogactw z mieszkańców nieposłusznych miejscowości. Dlatego tak wielu Uhraińczyków decyduje się zbiec z Uhrainy póki jeszcze granice nie są strzeżone.

Władze przygranicznych gmin Ziemii Nowogrodzkiej angażują się w pomoc Uhraińczykom. Pierwsze obozy dla nich zostały już rozbite. Imigranci zwracają się też z prośbą do Cara i władz centralnych o pomoc humanitarną, bowiem ich liczba ciągle rośnie a władze przygranicznych gmin nie są w stanie pomóc wszystkim.


11
Pałac Królewski / Odp: KONKURS NA OPOWIADANIE MIKRONACYJNE
« dnia: Śro, 17 Maj 2017, 17:59:35 »
Cytuj
Pisanie mikroopowiadań to też jest sztuka.
Oczywiście, zgadzam się z tym. Jednak gdy ułożyłem sobie w głowie plan opowiadania i zabrałem się za pisanie to okazało się że mojej wizji nijak nie da się przetworzyć na mikroopowiadanie. :)

Cytuj
zachęcam do stworzenia dalszego ciągu!
Nie przewidywałem kontynuowania tego opowiadania, jeżeli jednak zyskało ono zainteresowanie to czemu nie kontynuować? Pomyślę nad dalszym ciągiem.

12
Sala Audiencyjna / Odp: Mowa JCMości
« dnia: Wto, 16 Maj 2017, 07:06:14 »
Obyśmy sobie dobrze poradzili na samodzielnym forum.

Przed przenosinami dobrze by było zrobić powszechny spis obywateli Brodrii Północnej.

13
Pałac Królewski / Odp: KONKURS NA OPOWIADANIE MIKRONACYJNE
« dnia: Wto, 16 Maj 2017, 06:58:21 »
Dziękuję za Złoty Laur. Widzę że moje opowiadanie wywołało zainteresowanie, cieszy mnie to. :)

Cytuj
Muszę sprostować natomiast jedno - Razuryjczycy są z natury spokojni, reakcyjni, raczej niezbyt wybuchowi. Pobicia takie zdarzają się naprawdę rzadko.
Rzadko, ale jednak czasami mają miejsce. Poza tym, narodowości sprawcy pobicia nie podałem więc to może ale niekoniecznie musi być Razuryjczyk.

Cytuj
Natomiast mam parę uwag co do tekstu, tak dla autora, co można by poprawić na przyszłość - oczywiście to tylko moje uwagi. Jest za mało opisów, barwnych opisów tego co się dzieje, gdzie bohater jest, co dokładnie robi. Dialogi też nie są zbyt rozbudowane. Przez to ciężko wczuć się dobrze w sytuacje, poznać miejsce, okolicę.
Odpowiedzią jest górny limit znaków... wynosił on 6000. Gdy byłem mniej więcej w połowie pisania to przepuściłem moje opowiadanie przez licznik znaków i wyszło ok. 9000. Dlatego kontynuując pisanie oszczędzałem na dialogach i opisach - po prostu chciałem jak najmniej przekroczyć limit. W ostatecznej formie tekst ma jakieś 16 tyś znaków. Gdybym chciał go skompresować do regulaminowych rozmiarów to wyszłoby mi suche streszczenie. ;)

14
Pałac Królewski / Odp: KONKURS NA OPOWIADANIE MIKRONACYJNE
« dnia: Pon, 08 Maj 2017, 14:29:25 »
Kiedy przewidziane jest rozstrzygnięcie wyników konkursu?

15
Carstwo Rosyji / Odp: Carstwo Rosyji - garść statystyk
« dnia: Czw, 04 Maj 2017, 20:15:21 »
Osób deklarujących bycie Trigrodczykami jest mniej niż 1% w ogólnej populacji Rosyji dlatego mieszczą się oni w kategorii "inne narodowości".

16
Carstwo Rosyji / Carstwo Rosyji - garść statystyk
« dnia: Czw, 04 Maj 2017, 15:57:48 »
Garść statystyk na temat Carstwa Rosyji...

Carstwo Rosyji


Powierzchnia: 243 000 km2
Ludność: 18,5 mln
Zagęszczenie ludności: 76,13 os/km2
Stolica: Port Dostojewsk
Największe miasta: Port Dostojewsk (1,1 mln mieszk.), Rosyjsk (770 tys mieszk.), Doriapol (300 tys mieszk.), Południowa Twierdza (270 tys mieszk.* ), Rusobałmuck (209 tys mieszk.), Nowoługańsk (102 tys mieszk.)
Struktura narodowościowa: Brodryjczycy i Rosyjczycy - 90%; Abachazowie - 3%; Bialeńczycy - 3%; Parlandczycy - 1%; Kugarowie - 1%; Razuryjczycy - 1%; inne narodowości - 1%
Współczynnik przyrostu rzeczywistego: 2,2‰ w skali miesiąca (0,2‰ - współczynnik przyrostu naturalnego, 2‰ - saldo migracji)**
Średnia długość życia: 77 lat



Klimat:
Wybrzeże Dostojewskich - klimat podzwrotnikowy morski (odmiana monsunowa); latem bardzo obfite opady z burzami a zimą skąpe opady; średnia temperatura powietrza w lipcu: 28°C, w styczniu: 10°C.
Wybrzeże Dalekiego Południa - klimat podobny do klimatu panującego na Wybrzeżu Dostojewskich ale nieco cieplejszy (średnia temperatura powietrza w lipcu: 29°C, w styczniu 12°C).
Ziemia Wielkorosyjska - klimat umiarkowany ciepły morski (lekko monsunowy); opady głównie latem; średnia temperatura powietrza w lipcu: 20 do 25°C, w styczniu: 1 do 8°C (dokładna wartość zależy od tego w której części regionu się znajdujemy).
Ziemia Rusobałmucka - klimat umiarkowany ciepły morski; opady rozłożone równomiernie w roku ale z lekką przewagą latem; średnia temperatura powietrza w lipcu: 19°C, w styczniu: 0°C.
Ziemia Doriapolska - klimat umiarkowany ciepły przejściowy; opady rozłożone równomiernie w roku ale z lekką przewagą latem; średnia temperatura powietrza w lipcu: 20°C, w styczniu: -3°C.
Ziemia Małorosyjska - klimat kontynentalny (podzwrotnikowy kontynentalny na południu, umiarkowany ciepły kontynentalny na północy); opady skąpe w całym roku; średnia temperatura powietrza w lipcu: 26°C, w styczniu: -7 do 1°C (dokładna wartość zależy od tego w której części regionu się znajdujemy).

Gleby:
Wybrzeże Dostojewskich - gleby cynamonowe, czerwono- i żółtoziemy, miejscami gleby wulkaniczne
Wybrzeże Dalekiego Południa - gleby cynamonowe, czerwono- i żółtoziemy
Ziemia Wielkorosyjska - gleby płowe i brunatne
Ziemia Rusobałmucka - gleby płowe, brunatne i bielicowe
Ziemia Doriapolska - gleby płowe, brunatne i bielicowe, miejscami czarnoziemy
Ziemia Małorosyjska - gleby kasztanowe, czarnoziemy, miejscami gleby bielicowe

Aktywność sejsmiczna:
Wybrzeże Dostojewskich - obszar dość aktywny sejsmicznie, w zachodniej części regionu występują wulkany
Wybrzeże Dalekiego Południa - obszar dość aktywny sejsmicznie, w północno-zachodniej części regionu występują wulkany
Ziemia Wielkorosyjska - obszar średnio aktywny sejsmicznie, w południowej części regionu występują nieliczne wulkany
Ziemia Rusobalmucka - obszar średnio aktywny sejsmicznie, brak wulkanów
Ziemia Doriapolska - obszar mało aktywny sejsmicznie, brak wulkanów
Ziemia Małorosyjska - obszar nieaktywny sejsmicznie, brak wulkanów

Ukształtowanie powierzchni:
Wybrzeże Dostojewskich - zachodnią granicę regionu stanowią młode góry o wysokościach bezwzględnych dochodzących momentami do 3000 m n.p.m, w północno-zachodniej części regionu góry te przechodzą w wyżynę; zachodnia część Wybrzeża to nizina
Wybrzeże Dalekiego Południa - granicę Ziemii Dalekiego Południa z Czuwacją stanowią góry przechodzące w miarę przesuwania się na zachód w wyżynę,; pozostała część Wybrzeża to nizina
Ziemia Wielkorosyjska - w południowo-zachodniej części regionu występuje wyżyna, pozostałą część regionu stanowi nizina
Ziemia Rusobałmucka - całość stanowi nizina
Ziemia Doriapolska - większość regionu stanowi nizina, momentami pojawiają się niewielkie, polodowcowe wzgórza
Ziemia Małorosyjska - większość regionu stanowi nizina, momentami pojawiają się niewielkie, polodowcowe wzgórza



* Uwzględniono tylko tą część Południowej Twierdzy która jest pod władzą Brodrii Północnej.
** W praktyce oznacza to że codziennie Rosyja zyskuje ok. 1360 nowych mieszkańców z czego co najmniej 1230 to imigranci.

17
Pałac Królewski / Odp: KONKURS NA OPOWIADANIE MIKRONACYJNE
« dnia: Czw, 27 Kwi 2017, 13:26:28 »
Ciekawa inicjatywa. Zabieram się już za pisanie opowiadania. :)

18
Uważam że przyczyn tak kiepskiego funkcjonowania Konfederacji jest kilka. Aby naprawić sytuację można rzeczywiście przeprowadzić łagodną centralizację. Za główną przyczynę obecnego stanu rzeczy uważam jednak brak ciekawych wydarzeń. Cała Konfederacja generuje ostatnimi dniami aktywność rzędu kilku postów dziennie. Oczywiście, tak mała aktywność może być spowodowana świętami ale nie oszukujmy się - ja nie spodziewałbym się żadnego wielkiego zastrzyku aktywności w przeciągu najbliższych kilku dni tylko z racji zakończenia świąt.

Aby postawić Konfederację na nogi moglibyśmy zorganizować jakieś ciekawe wydarzenie (a najlepiej kilka wydarzeń), np. konkurs na jakieś dzieło lub najlepiej opisane miasto. Musimy sprawić by w Konfederacji nie wiało nudą tak jak obecnie bo Konfederacja nie może przynieść żadnej korzyści państwu martwemu i nieaktywnemu.

Trzeba także bardziej interesować się inicjatywami już rozpoczętymi. Dla przykładu podam ekspedycję na V-Biegun Północny. Kiedyś budziła ona ogólne zainteresowanie, teraz nikogo już ona nie obchodzi i z kilkuosobowej ekspedycji przekształciła się w prywatny monolog o niebieskich migdałach.

19
Pomysły i dyskusje / Odp: Loty do Slawonii
« dnia: Pon, 17 Kwi 2017, 09:15:17 »
Połączenie Angemont - Gorica - Angemont zostało dzisiaj otworzone.

20
Nordlines / Połączenie lotnicze: Angemont - Gorica - Angemont
« dnia: Pon, 17 Kwi 2017, 09:12:06 »

1. NO 0017: Angemont - Gorica


Start: Angemont (10:15)
Lądowanie: Gorica (12:30)
Czas lotu: 1h 15min
Samolot: ATR 72
Dni tygodnia: pn, wt, śr, czw, pt, sob, nd

Szczegóły o połączeniu


2. NO 0018: Gorica - Angemont

Start: Gorica (18:35)
Lądowanie: Angemont (18:50)
Czas lotu: 1h 15min
Samolot: ATR 72
Dni tygodnia: pn, wt, śr, czw, pt, sob, nd

Szczegóły o połączeniu

21
Pomysły i dyskusje / Odp: Loty do Slawonii
« dnia: Sob, 15 Kwi 2017, 16:00:16 »
Pierwsze połączenie otwarte. W przeciągu kilku najbliższych dni planujemy wprowadzenie połączenia Angemont - Gorica - Angemont

22
Nordlines / Połączenie lotnicze: Iwanogród - Gorica - Iwanogród
« dnia: Sob, 15 Kwi 2017, 15:57:07 »
Dziś Nordlines otwiera się na slawoński rynek.

1. NO 0015: Iwanogród - Gorica

Start: Iwanogród (10:00)
Lądowanie: Gorica (13:25)
Czas lotu: 3h 25min
Samolot: Airbus A320
Dni tygodnia: pn, wt, śr, czw, pt, sob, nd

Szczegóły o połączeniu




2. NO 0016: Gorica - Iwanogród


Start: Gorica (13:50)
Lądowanie: Iwanogród (17:15)
Czas lotu: 3h 25min
Samolot: Airbus A320
Dni tygodnia: pn, wt, śr, czw, pt, sob, nd

Szczegóły o połączeniu

23
Kawiarnia "Царская" / Odp: I Ekspedycja Arktyczna
« dnia: Pią, 14 Kwi 2017, 18:57:52 »
Ekspedycja stanęła w miejscu na bardzo długi czas i nie czyniła żadnych postępów w odkryciach. Spowodowane to było mocną realiozą głównodowodzącego wyprawy - Mikołaja Patryka Dostojewskiego. W celach zdrowotnych musiał on powrócić do Brodrii i odbyć intensywne leczenie przeciwko realiozie. Leczenie przyniosło skutki i głównodowodzący powrócił do kierowania ekspedycją.

Kilka dni temu ekspedycja odkryła nowy, nieznany ląd. Zanim dopłynęliśmy do jego wybrzeża, przemierzyć musieliśmy kilkunastokilometrowe pasmo małych ale licznych wysepek.

Rozbiliśmy obóz na wybrzeżu i wyruszyliśmy w drogę na północny wschód. Cały ląd przecięty jest niezliczonymi strumykami i rzekami - co ciekawe, każdy z tych cieków wodnych biegnie niemal idealnie z północy na południe. Około 10 km od wybrzeża teren zaczął się wznosić. Podążaliśmy w górę, w miarę nabierania wysokości i tak już niska temperatura stale się obniżała a od północy zaczął wiać silny i lodowaty wiatr. Po osiągnięciu szczytu (niewielkiego, bo ok. 500 m n.p.m.) zastał nas niesamowity widok. Zobaczyliśmy bowiem potężny, bezkresny lądolód który ciągnął się od gór w kierunku północnym, zachodnim i wschodnim.





Odkryty lądolód

Po dokonaniu odkrycia ekspedycja wróciła do bazy. Następnego dnia wyruszyliśmy statkami wzdłuż wybrzeża by dowiedzieć się z jakim typem lądu mamy do czynienia. Okazało się że odkryliśmy długą na 400 km wyspę którą nazwaliśmy Moroz. Następnie zbadaliśmy brzeg lądolodu. Na pograniczu lądolodu i oceanu odkryliśmy jeszcze jedną wyspę którą nazwaliśmy Nic. Nazwa wyspy nie jest przypadkowa. Otóż jest ona wielkości ledwie kilku kilometrów i składa się wyłącznie ze skał. Żyją na niej tylko nieliczne niedźwiedzie polarne.

W najbliższych dniach planujemy wystartować na V-Biegun Północny z Wyspy Moroz. 



Mapa odkrytych obszarów. Białe pole z niebieskimi punktami to lądolód.

24
Cytuj
Oczywiście, można. Proszę podać barwy, w jakich mają zostać wyprodukowane autobusy.
Ciemnoniebieski z dodatkiem jasnoniebieskiego. Ponadto proszę, jeśli to możliwe, aby z przodu autobusu między oknem a rejestracją znalazł się biały prostokąt z fioletowym napisem "Nordlines".

25
Duma Bojarów / Odp: Zakon o Carskich Siłach Zbrojnych
« dnia: Pią, 14 Kwi 2017, 17:14:38 »
Koniec głosowania. Projekt przeszedł.

Strony: [1] 2 3 4