Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Siergiusz Asketil

Strony: [1]
1
FOTY 2017 / Odp: FOTY 2017 - scena
« dnia: Czw, 31 Sie 2017, 21:37:48 »
Debatujemy, proponujemy, a tak naprawdę to czysta narracja. Jest śmieszniej niż myślałem.

Nazywam się Siergiusz Asketil, pochodzę z Królestwa Dreamlandu. Z mikronacjami żyję od stycznia 2013 roku. W tym czasie byłem między innymi dreamlandzkim premierem, sarmackim kanclerzem, surmalajskim księciem i człowiekiem roku 2014 według czytelników alrajńskiej gazety. Za działalność na rzecz mojej ojczyzny otrzymałem zaszczytny tytuł markiza, natomiast za działalność na rzecz Sarmacji i Baridasu odebrano mi tamtejszy tytuł hrabiego. Wszystko to nie bez powodu — ale o tym wiecie, albo poczytacie i zrozumiecie. W tym momencie, poza symbolicznymi obowiązkami, jestem nikim. Osoba znienawidzona, zapomniana, przegrana. Zasłużyłem sobie. Nawet mi z tym do twarzy.

Choć moje słowa mało co dzisiaj znaczą, chciałbym podziękować za zaproszenie. W przeciwieństwu do moich przedmówców, a także wszystkich kolejnych osobistości, nie powiem niczego odkrywczego. Nie przebiję tego, że mamy kryzys, rozwinięte mikronacje upadają przez brak zaangażowania, a nikt nie ma pomysłu jak to rozwiązać. Tak naprawdę na tych stwierdzeniach można zamknąć konferencję. Od lat nikt nie powiedział niczego nowego — po prostu zmierzamy do końca. Zamknięcia epoki wirtualnych społeczności. Ale jeżeli chcemy sobie przeprowadzić narracyjną konwersację, to czemu nie. Dobry wieczór.

Zacznijmy od obalenia mitu. Nie jest problemem brak ludzi. Raz na jakiś czas pojawia się przedstawiciel nowego pokolenia. Nie potrafimy ich zatrzymać — pokazać, że zabawa może być ciekawa. Ba, prawdopodobnie jest w stanie czegoś nauczyć, poznać nowe umiejętności. I nie chodzi o miłe przywitanie nowych obywateli, grzeczne zaproszenie ich do aktywności i robienia, czego tylko sobie chcą. Uciekną, bo jest syf. Niezależnie od państwa, jest wszędzie we wszelakiej formie.

Mamy także stałą reprezentację wyjadaczy — zasłużonych, trochę zmęczonych, ale nadal aktywnych i pomysłowych. Niektórzy przechadzają się tutaj z sentymentu, inni nadal wierzą w swoją misję. Ale są pewne granice, po których przestaje im się chcieć. Najczęściej określa ją przesyt ataków personalnych, ciągłe gównoburze, albo obniżenie jakości twórczości. Jest im przykro, że to co tak starannie budowali, nagle staje się placem zabaw dla pseudo-działaczy. Którzy są aktywni, ale swoją obecnością psują dotychczasowe standardy.

Brzmi brutalnie? Bardzo. I nikt nie przyzna temu racji — nie wypada.

Jak wspomniałem, nie zabłysnę niczym odkrywczym. Ale zacytuję samego siebie. W marcu 2016 roku, jako obywatel Księstwa Sarmacji, wspólnie z grupą działaczy staraliśmy się dostać do tamtejszego Sejmu L kadencji. Opracowałem wtedy program, którego jeden z punktów brzmiał następująco:

Stworzenie podwalin pod ewentualny przypływ nowych mieszkańców, posprzątanie miejsc publicznych — zaktualizowanie i usunięcie materiałów potencjalnie groźnych (zniechęcających) z miejsc ogólnodostępnych; oddolne i odgórne działania w celu zwalczania pożarów (bez cenzury, przekierowywanie ew. flejmów w rozsądniejsze miejsca).

Jak pewnie pamiętacie, albo się domyślacie — nie poruszył sarmackich serc.

Główną bolączką naszej społeczności jest zwykły... nieporządek. Są to nieaktualne witryny — które niekoniecznie chce nam się aktualizować, agresywnie prowadzona debata publiczna, aktywność niskiej jakości. O ile pierwszy element zależy od chęci, tak na zmianę pozostałych należy przygotować pokaźny kapitał polityczny. Bo nikt przy zdrowych zmysłach, kto chciałby awansować w hierarchii urzędniczej, nie zasugeruje usunięcia flejmów z przestrzeni publicznej. Nie licząc tkliwych populistów.

Propozycja, którą kiedyś przedstawiałem, zakładała izolację dyskusji o charakterze wojny domowej. Nie chodziło o to, aby wprowadzać uciążliwą moderację, albo ograniczać prawa do wypowiedzi. W każdym konflikcie należy przestrzegać pewnych reguł — najpierw interes ojczyzny, później mój własny. Jeżeli jakiś kretyn nawrzucał komuś za źle podjętą decyzję polityczną, to naprawdę nie trzeba poświęcać na to całej forumowej przestrzeni. A już szczególnie wtedy, kiedy poszło o wykopanie z kanału IRC lub jakieś pomniejsze ubliżenie.

Usunięcie takich treści z widoku nowozarejestrowanych i świeżych mieszkańców pozwoliłoby stopniowo wprowadzać ich w dzikość mikroświata. Nie wiem jak Wy, ale mnie osobiście odrzucałyby wulgaryzmy wypowiadane w co drugim poście. Czasami trzeba, sam swego czasu stosowałem je za często, ale pamiętajmy o innych. Nawet najdroższa reklama w Internecie będzie niczym, jeżeli wizytówka państwa wirtualnego okaże się mało atrakcyjna. A wizytówką są nasze przestrzenie publiczne.

Jeszcze bardziej kontrowersyjną kwestią jest odrzucenie tych, którzy sprowadzają nas na złą drogę. Kiedy państwo przeżywa kryzys, brakuje nowych pomysłów, ale przychodzi nowy i aktywny — trudno z niego zrezygnować. Nawet wtedy, gdy jego koncepcja jest zupełnie inna od tego, co dotychczas prezentowała tubylcza społeczność. Taką drogą poszła między innymi Sarmacja. Dali szansę — należy się każdemu. Kiedy okazało się, że to tania aktywność bez głębi; irytująca i szkodliwa — w imię poprawności politycznej należało dawać kolejne szanse. I kolejne. I nawet nie żałowano tych, którzy przez obniżenie standardów odchodzili, a byli prawdziwą nadzieją państwa. Czy warto?

Większość postaci, które odgrywają wiodącą rolę na scenie mikronacyjnej polityki, odpowiada że tak. Wskazują na konieczność podążania z duchem czasu, wandeizację, wyrozumiałość. I bardzo dobrze! Trzeba dążyć do archiwizacji mikroświata, zaangażowania się w realne projekty i wybranie czegoś, na czym możemy faktycznie skorzystać. No bo... nie łudźmy się. Z poprawnością polityczną i nieumiejętnym podejmowaniem trudnych decyzji — taki będzie finał całej zabawy.

Bądźcie wszyscy serdecznie pozdrowieni.

(—) markiz Asketil

Strony: [1]